Witajcie, 

Dzisiaj będzie bardziej osobiście, kilka słów o tym, co udało się zbudować na Linkowskazie – takie małe podsumowanie. Dodatkowo jedna bardzo ważna informacja – ale o tym później.

W lutym 2015 roku zamieściłem pierwszy wpis – bardzo nieudolny, pierwsze próby, ręka jeszcze nierozgrzana, zwoje w mózgu niespecjalnie przygotowane na taki wysiłek. Jednak pomimo tych biologicznych przeszkód udało się rozpędzić. Powstał pierwszy dość ogólny wpis z trzema filmikami (tutaj zdradzę Wam tajemnicę, która zapewne jest wiekopomnym odkryciem – Linkowskaz początkowo miał być tylko zbiorem linków znalezionych w sieci – takie linki na niedzielę do potęgi). Potem jednak powstał drugi wpis (Kraina Kiwi!) i namieszał w mojej koncepcji – bo stwierdziłem, że fajnie jest pisać coś od siebie a nie tylko podrzucać czyjeś prace. Uroki nowych pomysłów – bardzo często ewoluują i to niekoniecznie w dobrym kierunku 😉

Teraz powinno być coś w stylu „nie spodziewałem się, że strona przetrwa do 2017 roku” … a guzik! Spodziewałem się, znam swój charakter i wiem, że mam przyjemność z tworzenia. Mamy 2017 rok, Linkowskaz ma już 26 miesięcy, znalazło się na nim  257 wpisów, średnio 10 miesięcznie. Fajny wynik.

W tym czasie wzrastała również liczba odwiedzin – pierwszy rok to było kilka tysięcy, teraz spokojnie liczę kilkanaście, plany mam jeszcze bardziej ambitne.

Jednak też jak każdy, potrzebuję chwili oddechu. Z jednej strony wynika to z cotygodniowego cyklu wpisów, które angażują dużo czasu – na poszukiwania tematu, zebranie wiadomości, zweryfikowanie ich, napisanie, dodanie grafik, masę dodatkowych rzeczy, których nie widzicie (aby strona dobrze wyświetlała się w googlach, aby wyszukiwarki odpowiednio je pozycjonowały… oj masa tego).

Z drugiej w tym momencie mam bardzo intensywny moment w swoim „realnym” życiu – i aby osiągnąć jak najlepsze wyniki muszę skupić się na tym maksymalnie. Mógłbym próbować obok tego wrzucać wpisy (przez jakiś czas tak robiłem) jednak czuję, że odbija się to na ich poziomie. Dlatego wolę zrobić przerwę i zachować „klasę” do jakiej Was przyzwyczaiłem.

Z trzeciej i ostatniej – robi się coraz cieplej, wiosna atakuje z wszystkich stron (pomijam milczeniem ten wczorajszy śnieg). Przyda się mi i Wam odrobina odpoczynku. Ja naładuję baterie, zbiorę ciekawsze tematy i ruszę z nową werwą a Wy, mam nadzieję stęsknicie się trochę za wpisami.

Dlatego, po tak długim wstępie, napisanym bez zaplanowania (zapewne bardzo chaotycznym) przechodzę do konkretów. Otóż idę na urlop, a co! Oczywiście, jak już zapewne wyłapaliście z wcześniejszych zdań – wrócę (za kilka tygodni). Mam nadzieję, że zobaczymy się wtedy „z utęsknieniem” 🙂

Zostawiam Was z całym swoim dorobkiem – czytać macie co.

Widzimy się za kilka tygodni, cześć!

PS. Poniżej szybki ranking najczęściej czytanych wpisów – tak na zachętę nadrabiania zaległości w czasie, gdy nie będzie nowości

 

Zostaw po sobie ślad!