Circle Of Light (Lens Flare), Wisley

Jednym z gorących tematów ostatnich lat jest kwestia efektu cieplarnianego. Z wszystkich stron słyszymy o tym, co nam zagraża w związku z nim, jak możemy to zatrzymać, czy jest jeszcze szansa dla nas oraz jaką regulację w tym temacie wprowadzi UE na najbliższym posiedzeniu. Jesteśmy bombardowani zagadnieniami limitowania emisji gazów cieplarnianych, oszczędzania wody i oprotestowania wydobycia gazów łubkowych w naszej okolicy. Świadomie mieszam tutaj bardzo odległe od siebie kwestie, dokładnie tak jak większość z nas postrzega problem efektu. Zadajmy sobie zatem na sam początek bardzo ważne i kluczowe pytanie:  

Co to jest i skąd się bierze słynny efekt cieplarniany.

  Na pierwszą część pytania jest dość łatwo udzielić nawet satysfakcjonującej odpowiedzi – zaskakująco, większość naukowców zgadza się w kwestii definicji. Jest to zjawisko podwyższania temperatury spowodowane występowaniem gazów cieplarnianych w atmosferze. Warto już tutaj dodać, że efekt cieplarniany nie występuje tylko na naszej planecie. Doświadczają go również Mars, Wenus oraz Tytan, księżyc Saturna. Jest to również zjawisko w pełni naturalne, nawet zdrowe dla życia, które rozwinęło się na naszej planecie. Efekt cieplarniany podnosi „standardową” temperaturę. Gdyby go nie było na Ziemi to średnia temperatura wynosiłaby… -19 stopni Celsjusza, dzięki Ci efekcie! Druga część zadanego na samym początku pytania, już wcale nie jest tak łatwa do wytłumaczenia. Czemu do licha ten wredny efekt cieplarniany przylazł do nas i to właśnie w tym momencie, kiedy to my zamieszkujemy Ziemię! Miał tyle tysięcy lat na pojawienie się na pierwszym planie, ale nie, wredal jeden postanowił uprzykrzyć życie ludziom z przełomu XX/XXI wieku. Czas zatem poszukać mocodawcy pana E.C. Istnieje wiele teorii, kto stoi za tym wszystkim. W zasadzie, działa tutaj w dość wypaczony sposób powiedzenie „Sukces ma wielu ojców”. W tym wypadku, wiele organizacji próbuje ugrać swoje na katastrofie, która dotyka nas wszystkich. No bo przecież na wszystkim można robić pieniądze, a im głośniejszy temat, tym lepiej dla nas.  

Podejrzany numer jeden – Słońce

  Bez słońca nie byłoby rozmowy o efekcie cieplarnianym – to bardzo oczywiste, prawie tak jak to, że w sumie nie byłoby też całej reszty naszej planety. Słońce jest naszą żarówką, która podgrzewa planetę, daje oświetlenie i utrzymuje wszystko w naszym układzie w miarę logicznym porządku. Ziemia ze swoją atmosferą jest jak wielka szklarnia, do której wpada energia słoneczna (w formie widzialnej jako promienie) część podgrzewa powierzchnię, a reszta odbija się, kierując w kierunku próżni w postaci promieni podczerwieni. Jednak to co przyszło energii dość łatwo, czyli przeniknięcie przez atmosferę, nie jest już takie proste w wykonaniu podczerwieni. Winowajcą są tutaj gazy cieplarniane, które je zatrzymują i same się nagrzewają jednocześnie dodatkowo podnosząc temperaturę planety.

Magnificent CME Erupts on the Sun - August 31
foto: NASA Goddard Space Flight Center

Czyli nasza żarówka jest tutaj sprawcą, ale nie głównym winowajcą. Słońce świeciło na długo przed pojawieniem się życia na naszej planecie, a nie znamy nikogo innego, kto zgłaszałby problem z efektem, więc albo to nic dziwnego, albo trzeba szukać innego podejrzanego. Oczywiście, często wspomina się o nadmiernej aktywności naszej gwiazdy ale jest to cykl ciągły. Co 11 lat Słońce zmienia swój cykl z „mocnego” na „słaby” i na odwrót. 2015 rok, patrząc po znacznie mniejszej ilości plam na powierzchni gwizdy jest początkiem cyklu słabego.

Podejrzany numer dwa – zwierzęta

Kwestię wpływu zwierząt na sytuację naszej planety pokazuje film „Cowspiracy„. Nakręcony został przez jednego z bardziej zaangażowanych działaczy na rzecz poprawy naszego środowiska. W imię przekonań zamienił samochód na rower i wannę na prysznic. Jednak, okazało się, że jest to prawie nic nie znaczący gest przy emisji zanieczyszczeń, które dostają się do atmosfery przez zwierzęta hodowlane. Autor zasypuje nas zastraszającymi danymi, że na naszych oczach dzieje się największe wymieranie gatunków od czasu zniknięcia dinozaurów, że temperatura rośnie z prędkością, której nie zaznała jeszcze Ziemia i że jeśli nic nie zmienimy to pozostało nam około 50 lat na tej planecie. Główni winowajcy, krowy i świnie mają odpowiadać za 18% (dane ONZ) lub 51% (dane WorldWatch, 2009) całej produkcji gazów cieplarnianych na Ziemi. Biorąc pod uwagę, że cały transport ludzki (morski, lądowy i powietrzny) generuje około 13% to bardzo łatwo wskazać winnego (dane przytoczone przez autora filmu). 

Curious Cows
foto: Victor U, flickr

Podobnie wyglądają statystyki w kwestii przetwarzania zasobów wody pitnej (około 1/3 idzie na zwierzęta) czy powierzchni lądowej (45%). Jeśli dołożymy do tego, że 91% lasów deszczowych wycinanych jest z powodu poszerzania pastwisk to chyba każdy chce chwycić za nóż i załatwić temat raz dwa. ale, ale… Autor zasypuje nas masą danych, statystyk i opinii znanych badaczy. Odwiedza siedziby głównych organizacji zajmujących się ochroną środowiska, wyciąga na powierzchnię wielki spisek, mający na celu odsunięcie uwagi od zwierząt na rzecz mniej istotnych problemów (np. wydobycie gazów łupkowych). Powstaje tylko pytanie, jak bardzo są wiarygodne wywiady, w których umawia się na rozmowę w kwestii wycinki drzew i wyskakuje z pytaniem o hodowlę zwierząt, następnie pokazuje zaskoczenie i zaplątanie osób, wyciągniętych do tablicy w kompletnie innej sprawie. Twórcy udostępnili spis dokumentów, na które się powołują, dostępne są tutaj problematyczne jednak zostaje ich wykorzystanie. Sporo odnośników nie działa a niektóre, wcale nie pokazują takich danych, jakie powinny być wg twórców (np raport WorldWatch). Na koniec pozostaje jeszcze jeden argument, który należy przywołać – Kip Andersen oraz Keegan Kuhn, twórcy filmu są veganami.  

Podejrzany numer trzy – wulkan

  Często przywoływanym argumentem, mówiącym o znikomym wpływie człowieka na efekt cieplarniany są wybuchy wulkanów. Jak wiadomo, emitują one podczas erupcji ogromne ilości dwutlenku węgla oraz wielu innych niezbyt zdrowych gazów. Spotkałem się z licznymi tezami, że np. wybuch Eyjafjallajökull w 2010 roku zmarnował 5 lat surowego śrubowania norm i zakładania filtrów, w cztery dni. Jednak według pomiarów naukowców, wulkany rocznie emitują jedynie 1% z całego CO2 trafiającego do atmosfery. Wybuchy wulkanów podwodnych, których jest więcej niż powierzchniowych nie wliczają się do emisji, „zostają” w oceanach. Dodatkowo, zaskakująco, ale ich wybuchy przyczyniają się do czasowego złagodzenia efektu cieplarnianego.

Puu Oo cropped.jpg
„Puu Oo cropped” by G.E. Ulrich, USGS. Cropping by Hike395 (talk · contribs) – USGS. Licensed under Public Domain via Commons.

 

Podejrzany numer cztery – woda

  A dokładnie rzecz ujmując – para wodna. Co ciekawe jest jej najwięcej wśród wszystkich gazów cieplarnianych i ma największy wpływ na temperaturę naszej planety. Jej ilość w atmosferze silnie jest związana z temperaturą a temperatura od pary wodnej – zamknięte koło. Szczęśliwie, jest „kurek bezpieczeństwa”, który pozwala na wypuszczenie zbyt dużej ilości pary wodnej – w postaci deszczu. Jest to również jedyny gaz, który może pojawić się w dużych ilościach w parę dni i równie szybko zniknąć. Pozostałe gazy, raz wyemitowane do atmosfery zostają tam na długie lata. Szacuje się, że para wodna ma od 30% do nawet 85% wpływu, na efekt cieplarniany na Ziemi – i niespecjalnie co możemy z tym zrobić, bo na cykl wodny naszej planety nie mamy dużego wpływu. Naukowcy badający kosmos, przypuszczają, że Wenus jest najlepszym przykładem planety, którą „załatwiła” para wodna. Kiedyś ta bardzo podobna do Ziemi planeta najprawdopodobniej była pokryta oceanami. Jednak o wiele gęstsza atmosfera (nawet 100 razy) spowodowała, że „kurek bezpieczeństwa” nie działał tak, jak na naszej planecie. W wyniku tego, stężenie pary w atmosferze przekroczyło maksimum i temperatura zaczęła rosnąć gwałtownie i w sposób niekontrolowany. Dzisiejsza Wenus, to już nie pokryta wodą błękitna planeta, lecz martwa skorupa z 96% atmosferą CO2, para wodna również już tam nie występuje.  

Podejrzany numer pięć – człowiek

  No i wreszcie, najpoważniejszy podejrzany, wskazywany przez wszystkich i osądzony bez próby obrony. Czy rzeczywiście sami przyczyniliśmy się do zwiększenia efektu cieplarnianego na naszej planecie? Czy nadmierna emisja gazów cieplarnianych przez nasz transport i fabryki powoduje podnoszenie się temperatury? Istnieje wiele publikacji, które bardzo się różnią w tej kwestii. Jednym z częściej powtarzających się wskaźników jest udział człowieka w emisji gazów cieplarnianych na poziomie około 5%. Reszta przypada na zjawiska całkowicie naturalne, tak jak parowanie czy zwykłe cykle biologiczne. Oczywiście, dokładamy swoją cegiełkę, w skali mikroregionalnej ale wydaje się, że nie jest to aż tak bardzo istotny element w skali makro. Co ciekawe, protokół z Kioto, jeden z najważniejszych dokumentów w temacie walki ze zmianami klimatu wymienia wszystkie gazy cieplarniane oprócz…. pary wodnej. Jej udział znamy z kilku linijek powyżej. Czemu? Czy dlatego, że jak raz do jego występowania niespecjalnie się przykładamy jako ludzkość? Pollution

 

Brak zbrodni

 

Klimat panujący na naszej planecie to proces bardzo złożony. Do tego stopnia, że nawet posiadając takie możliwości technologiczne i już całkiem niezłą wiedzę, ludzkość niespecjalnie wie, jak to wszystko działa.

Przemawiają jednak analizy i sama planeta. Na Ziemi występowały już epoki, które ewidentnie były cieplejsze niż aktualnie panujący Holocen. Analizy rdzeni lodowych wydobywanych z lodowców jednoznacznie wskazują, że cykl temperaturowy występuje na naszej planecie. Średnio co 120 000 lat klimat ulega zmianie, podzielony pomiędzy dłuższe okresy lodowcowe, krótsze ciepłego klimatu i jeszcze krótsze – gorących okresów. Zgadnijcie w jakim czasie się aktualnie znajdujemy, poniżej podpowiedź, wiek poziomo, temperatura pionowo, wyniki oparte o dwa rdzenie Epica i Vostok.

Zmiany temperatur określone podczas badań rdzeni lodowców. Źródło: www.globalwarmingart.com

Około 120 000 lat temu kończyła się ostatnia gorąca epoka – Eemska. Najwyższa średnia temperatur z tamtego okresu była około 2 stopnie wyższa niż aktualna. W tamtym okresie również następował proces topnienia lodowców i podnoszenia się poziomu oceanów.

Warto zapoznać się również z teorią cykli Milankovicia, mówiącej na zmiany klimatyczne na Ziemi ma jej oddalenie od Słońca oraz zmiana parametrów orbity naszej planety. Pokrywa się ona z cyklami zlodowaceń i pozwala na prognozowanie przyszłych zmian na Ziemi.

 

Werdykt?

 

O werdykt trudno, gdy nie ma jednoznacznego winnego ani nawet narzędzi zbrodni. Osobiście uważam, że każdy z tych podejrzanych oraz wielu niewykrytych i niewspomnianych, przyczynia się do zmian na naszej planecie. Obecność człowieka czy wybuch wulkanu nie zostają niezauważone, jednak Ziemia jest tak sprytnie zorganizowana, że sama potrafi o siebie zadbać i wyregulować to, co próbujemy zmieniać. Dodatkowo ciągle idąc w swoją stronę, w kierunku, który obrała bardzo dawno temu i w sposób, w który lubi.

 

Źródła

Zostaw po sobie ślad!