W lipcu 1980 na ulice wyszli robotnicy na Lubelszczyźnie, miesiąc później zastrajkował Gdańsk. Czternastego sierpnia o godzinie 11 na teren stoczni dostał się zwolniony z pracy za krytykę ustroju, Lech Wałęsa a dwa dni później dołączyli przedstawiciele innych strajkujących zakładów. 17 sierpnia, po odprawieniu przy bramie stoczni mszy świętej została do niej przybita lista żądań „21 postulatów MKS” (Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego). Pomimo cenzury i odłączenia wybrzeża od sieci telefonicznej kraj doskonale wiedział, że Gdańsk „walczy”. Wiadomości rozwozili kolejarze, kierowcy i pocztowcy. Blokada wiadomości nic nie dała – Do końca sierpnia stał cały kraj, wszystkie stocznie i kopalnie, zakłady przemysłowe – ludzie walczyli o godne życie, rodziła się solidarność.

31 sierpnia rząd zaakceptował większość postulatów, porozumienie w imieniu wszystkich protestujących podpisał Lech Wałęsa. Kilkanaście dni później stanął na czele Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”, organizacji broniącej praw pracowniczych i największej siły opozycyjnej w kraju. Związku, bez którego na upadek PRLu moglibyśmy czekać dużo dłużej.

Bunt i pokojowa walka „Solidarności” to jedyne, obok wielkopolskiego, polskie powstanie, które kończy się zwycięstwem. 
Tylko opisać tego nie potrafimy. Mija dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć lat, a tu nic! Kolumbowie rocznik 20 przegrali drugą wojnę światową, a u mnie w domu do dzisiaj półki uginają się od książek Bartelskiego, Bartoszewskiego, Bratnego, Białoszewskiego, Borowskiego… Żeby wymienić tylko tych na literę B. […] Oni wszyscy opowiadają o swojej klęsce, katastrofie, śmierci całej generacji. W okresie najgłębszej, najbardziej opresyjnej komuny lat 40 i 50, kiedy w więzieniach mordowani są ludzie powstaje mitologia.

A solidarnościowi konspiratorzy, chociaż zwycięzcy, to jacyś niepisaci.

Jacek Hugo-Bader „Skucha”

Chciałbym aby ten wpis był z jednej strony podziękowaniem wszystkim ludziom, który poświęcili bardzo dużo w imię idei, w którą wierzyli. Ta historia jest moim „Dziękuję” dla tych, którzy ryzykując karierę, przyszłość, zdrowie swoje oraz swoich najbliższych walczyli o wolny kraj – jesteście bohaterami – pomimo, że byliście tylko jednymi z wielu milionów, którzy dobro Polski  postawili ponad zwykłe ludzkie słabości i troski dnia codziennego. Poświęcaliście niejednokrotnie zdrowie, ryzykowaliście utratą pracy, szykanami ze strony rządzących – było to poświęcenie dla nas , dla przyszłych pokoleń – byliście po prostu wielcy… a teraz tak po prostu często zapomniani.

Chcę, aby to było również świadectwo poświęcenia i wiadomość dla współczesnych, którym wydaje się, że wolność jest czymś, co zawsze było i będzie. Bez pamięci o takich ludziach nie ma takiej gwarancji.

Wiosna Solidarności oraz stan wojenny bardzo mocno odcisnęły się w pamięci ludzi – pamiątka, która wisiała przez te wszystkie lata w domu mojej Cioci.

Rekrutacja

Sukces strajków, ugięcie się rządu i dopuszczenie do utworzenia „Solidarności” było ogromnym zwycięstwem całego narodu. Momentalnie zaczęły powstawać jej struktury w całym kraju – nie inaczej było przy wschodniej granicy.

Biała Podlaska, początek lat 80. Przy jednej z niepozornych kamieniczek w mieście pojawiła się tabliczka informująca o tym, że tutaj znajduje się delegatura Solidarności. Jej przewodniczącym został Mieczysław Trochimiuk, wychowanek Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego oraz lokalny rolnik, hodowca owiec. Do Solidarności garnęło się wielu ludzi, jednak problemem był wybór tych najlepszych… oraz sprawdzonych. Społeczeństwo w PRL-u było przesiąknięte donosicielami, agentami lub ludźmi, których los został na siłę spleciony ze Służbami Bezpieczeństwa.

Jednak należało ufać ludziom. Rząd i partia dysponowały rozbudowaną, wykształconą a co najgorsze ideowo zaangażowaną kadrą, z którą musieli się mierzyć członkowie NSZZ. Potrzebni byli ludzie, którzy oprócz wiary w polepszenie sytuacji posiadali również wiedzę, pozwalającą na dialog z komunistami. Jednym z takich ludzi jest bohater tej opowieści, prawnik, mój Tata, który został jednym z doradców zarówno Solidarności pracowników jak i rolników indywidualnych.

Zgodnie  z obowiązującymi przepisami zakład pracy na wniosek organizacji związkowej musiał do niej oddelegować pracownika – dotyczyło to również NSZZ. Drugi ważny zapis mówił o tym, że po okresie oddelegowania pracownik wracał na swoje miejsce pracy. Jednak wprowadzenie stanu wojennego boleśnie zweryfikowało powrót oddelegowanych do „Solidarności” ludzi.


Zapraszam do przeczytania wpisu „Dzień, w którym przestano strzelać: W 1914 roku w noc z 24 na 25 grudnia ucichły wystrzały. W ciemności niosły się słowa kolędy, najpierw w języku niemieckim, potem stopniowo angielskim i francuskim. Tysiące żołnierzy podało sobie tego dnia dłoń, zapaliło papierosa i zażartowało.


Wiosna

Jak wspomina moja Mama moment utworzenia „Solidarności” był niesamowitym uczuciem. Wstąpiła nadzieja lepszego jutra dla nich i ich dzieci. Zniewalające było poczucie zwykłej ludzkiej solidarności jaką odczuwało się dosłownie w każdym miejscu, na ulicy, w pracy, dosłownie wszędzie. Wydawało się, że teraz wszystko się zmieni na lepsze. Ludzie czuli się wolni, widzieli sens życia.

Oczywiście nie była to pełna wolność rozumiana z perspektywy ludzi wychowanych już w Wolnej Polsce. Jednak było to niemożliwe bez Solidarności, KORu, Lecha Wałęsy, Władysława Frasyniuka czy Bogdana Borysewicza a przede wszystkim tych szarych członków, którzy byli i są niewidoczni, a bez których „ci wielcy” byliby jedynie zapisem u historyków. Ta ludzka solidarność dała poczucie, że są w stanie zmienić rzeczywistość, że mają wspólnie taką moc, że ani rząd ani milicja im tego nie odbiorą.

1 Przegląd Piosenki Prawdziwej „Zakazane Piosenki” 20-22 sierpnia 1981

Przykładem niech będzie wydarzenie z Kodnia, miasteczka na wschodzie Polski, przy granicy z Białorusią. Solidarność nie była dotowana przez państwo, musiała sama sobie radzić ze zdobywaniem funduszy. Jednym ze sposobów było rozprowadzanie przez działaczy biuletynu. Oczywiście nie była to prasówka, która zdobyła poparcie władzy. Na rynku miasteczka służba bezpieczeństwa przyuważyła solidarnościowca rozprowadzającego wspomniane materiały. Z wrodzoną subtelnością pochwycili mężczyznę i chcieli zaciągnąć za zabudowania w celu wytłumaczenia niestosowności jego zachowania.

Tutaj wkracza wspomniana „wiosna” i poczucie solidarności społeczeństwa. Ludzie dookoła zaczęli krzyczeć, że biją „Solidarność”. Momentalnie wokół SBków zebrał się tłum wywrzaskujący aby dać mu spokój. Bezpieczniaki nie byli pierwszymi lepszymi, jednak stawanie przeciwko grupie podlaskich rolników… dodawać potrafili. Dali spokój i odeszli. A biuletyn rozszedł się jeszcze szybciej.

Następnego dnia do mojego rodzinnego domu przyjechali smutni panowie i zabrali Tatę na przesłuchanie. Jednak i tutaj wiosna okazała się silniejsza.

Chłopaki z bialskiego oddziału zadzwonili do przewodniczącego regionu, Zbigniewa Bujaka. Ten skierował do władz protest i zagroził, że jeśli „nie zostanie wypuszczony działacz Solidarności to będzie strajk”. Pamiętając jeszcze wydarzenia z sierpnia 1980 roku szybko wypuszczono go z aresztu.

Najlepsze, że siedziałem tam i ani mi nie zależało na rozgłosie ani nawet nie wiedziałem co się dzieje


Przeczytaj również – z wizytą u Królowej Podlasia, Kodeń. Historia kradzieży papieskiego dobra, ucieczki przez pół Europy, klątwy i przebaczenia.


Siedlce

5 listopada 1981 roku w Sielcach rozpoczął się jeden z najsłynniejszych strajków chłopskich w PRL-u. Wybuchł z powodu tragicznej sytuacji rolników województwa oraz niedotrzymania przez państwo porozumień z Ustrzyk. Z dnia na dzień nabierał mocy, rozrastając się do ogólnopolskiej akcji. Po kilkunastu dniach rząd przysłał swoją komisję aby załagodzić sytuację.

Miesiąc po rozpoczęciu strajku i kilka dni przed wybuchem stanu wojennego doszło do rozmów pomiędzy „Solidarnością rolników indywidualnych” i komisją, z samym ministrem rolnictwa Jerzym Wojteckim na czele. Znaleźli się tam też przedstawiciele bialskiej „Solidarności” – i dobrze, gdyż jak wspomina mój Tata, uśmiechając się przy tym łobuzersko, odegrali bardzo ważną rolę. Doszło do impasu, zabrakło argumentów i wydawało się, że komisja może zwyciężyć w negocjacjach . Wtedy to jeden z bialczan, siedzący z tyłu wyciągnął kieszonkowe wydanie konstytucji i wyszeptał

Powołajcie się na artykuł ósmy konstytucji!

Hasło przekazywane do przodu dotarło do Macieja Jankowskiego, lidera mazowieckich struktur. Po wywołaniu konstytucji rządzący odłożyli obrady do 14 grudnia. Do tej pory nie wiadomo, czy spowodowała to „celność” komentarza czy nieznajomość przez przedstawicieli rządu wspomnianego artykułu.

Zaplanowane poniedziałkowe obrady oczywiście już się nie odbyły. 13 grudnia wybuchł stan wojenny, rząd wrócił do Warszawy a ci z działaczy, którzy postanowili zostać na weekend w budynku gdzie prowadzono obrady, zostali internowani.

A po wiośnie przyszła zima

Nie potrafię sobie wyobrazić tego, co czuli ludzie gdy usłyszeli o wprowadzeniu stanu wojennego. Mam jednak przed oczami wyraz twarzy moich rodziców, którzy mówili o nim 35 lat później – smutek, żal. Oraz słowa Mamy

Najpierw był powiew wiosny, a potem… wszystko zabrali…
jakby człowiek obuchem dostał w głowę.

Późnym wieczorem 12 grudnia 1981 roku trwało wzmożone prasowanie pieluch mojego starszego brata. Nagle przestało grać radio, jednak jeszcze nie było to niepokojące. Dopiero gdy rano nadal nic nie nadawało ludzie zaczęli się zastanawiać. Około 8 wszystko było jasne.

Solidarność
Solidarność – grafika nawiązująca do stanu wojennego

Tata wszedł na strych i wyciągnął kożuch, spakował trochę rzeczy i czekał. Tutaj musiałem zapytać „czy wiedzieliście”?

Że będzie stan wojenny? nie, absolutnie nie
Że nas wezmą? Przypuszczaliśmy…

Kilka godzin później przyszedł jego znajomy z „Solidarności”, wymieniał kogo już wzięli, lista była długa. Rodzice dalej czekali. Popołudniu przyjechał kolejny znajomy – sekretarz komitetu miejskiego, Radosław Cichocki.

Wpadł żeby zobaczyć czy jeszcze jestem. Byłem

Przyszli smutni panowie

Dopiero kilka dni później przyjechała Służba Bezpieczeństwa. Ledwie weszli do środka a moje rodzeństwo momentalnie zaczęło płakać, wiedzieli kto przyszedł.

Zapakowali Tatę do samochodu i obiecali, że odwiozą go za jakiś czas. We wspomnieniach sama rozmowa z oficerem śledczym nie była wcale taka ciężka. Oczywiście był strach, rodzice mieli wiadomości o internowaniach. Bezpiek wypytywał oraz próbował werbować – pakiet standardowy podczas przesłuchania.

-Przydałby się nam tam taki człowiek jak Pan
– Ja to rozumiem że bym się wam przydał, ale jak ja będę mógł spojrzeć w oczy kolegom?

Pod wieczór Tata wrócił do domu, chłodną grudniową nocą. Na piechotę, w samej marynarce. Bo przecież mieli odwieźć… zapomnieli tylko dodać, że nie za darmo.

Okno „Solidarności”

Po przełożeniu obrad w Siedlcach na poniedziałek mój Tata wraz z przewodniczącym postanowili wrócić na weekend do Białej – całe szczęście, dzięki temu uniknęli kratek. Dzień po nieszczęsnym 13 grudnia postanowili wybrać się do biura NSZZ „Solidarność”. Chcieli zobaczyć co się tam dzieje, czy już była tam Służba Bezpieczeństwa czy jeszcze nie. Zaskakujące jak bardzo w kilka dni może odmienić się tętniące życiem miasto. W weekend, nadając dramatyzmu całej sytuacji, doszło do załamania pogody – dodatnie temperatury zamieniły się na ujemne, spadł śnieg. Poniedziałek był biały i lodowaty, do tego puste ulice, wojsko i niepewność sytuacji.

Gdy zajechali pod siedzibę związku to wyglądało, że jeszcze nikt nie zainteresował się biurem największej organizacji opozycyjnej – zatem padła decyzja o oczyszczeniu biura. Szybko otworzono okno i ewakuowano przez nie dokumenty, które następnie pakowano do stojącego obok samochodu. Ustalono, że oficjalnie wszystko zostało zabrane z biura i spalone, w rzeczywistości jednak przewodniczący NSZZ przechował je w sobie wiadomym miejscu. W połowie lat osiemdziesiątych przekazano je do klasztoru kapucynów przy ulicy Narutowicza, gdzie miały bezpiecznie czekać lepszych dni.

W samym biurze został obraz Włodzimierza Lenina ze znaczkiem „Solidarność” wpiętym w klapę marynarki. Taki to dostojnik witał pracowników SB, którzy odwiedzili biuro kilka dni później.


Przeczytaj również: „Najlepszą obroną jest atak” Jak to nasi żołnierze wkroczyli do Rzeszy podczas kampanii wrześniowej 1939.


Życie po 13 grudnia

Ludzie potrafią przyzwyczaić się do wszystkiego, również do stanu wojennego. Nie było wyjścia – rodzina, małe dzieci, potrzebne były pieniądze.

A pracować trzeba było, bo kończyłem aplikację w Lublinie. Musiałem mieć wyrobione godziny w pracy. Za każdym razem szło się wtedy do urzędu miasta i brało przepustkę do Lublina, na rogatkach stało przecież wojsko.

Dodatkowo stopniowo luzowano zarzuconą pętlę, zezwalano na działanie różnych związków, np. Związku Młodzieży Wiejskiej.

Tata wrócił do pracy, jednak nie na swoje stare stanowisko. Został zdegradowany z kierownika działu kadr na zastępce obwodu, gdzieś na końcu świata.

Nie wzięli

Na koniec pozostaje pytanie, czemu go nie internowali. Tata śmieje się, że nie był nikim ważnym. Jednak prawda jest inna. Kilka lat po stanie wojennym rozmawiał z człowiekiem, którego znał z czasów studiów. Był on szefem kontrwywiadu na lotnisku w Białej Podlaskiej

-Zbyszek, a Ty wiesz, dlaczego Ciebie wtedy nie wzięli?
– Prawdopodobnie nie zasłużyłem sobie…
– Nie… to ja weryfikowałem listy.

Dawniej „Solidarność” to nie była tylko plakietka, szyld. Ludzie rzeczywiście byli solidarni względem siebie, jedni nie zapominali o drugich. Ci, których nie wzięli pomagali rodzinom tych, którzy siedzieli za kratkami.

Podobnie po drugiej stronie barykady – nie wszyscy byli źli, wielu próbowało w tych ciężkich czasach żyć i jednocześnie zachować się solidarnie.

Dokumenty

Stan wojenny był trudnym okresem, ludzie bali się o swoich bliskich i samych siebie. Strach towarzyszył również zakonnikom, dlatego gdy po jakimś czasie ludzie z „Solidarności” zjawili się w klasztorze z prośbą o wydanie dokumentów usłyszeli, że zostały spalone.

Przetrwały dokumenty, które pracownicy zabrali do siebie. W rodzinnym domu była regionalna bibułka, biuletyny „Solidarności”, cegiełki (kupując całą kolekcję można było ułożyć sobie orła w koronie, niestety niekompletnego – wydawnictwo przerwał 13 grudnia). Znalazły się też znaczki „Solidarności”, lokalne gazety z artykułami Taty.


Przeczytaj o niesamowitej potyczce. Czterystu husarzy i pancernych walczyło z całą armią, kilkudziesięcioma tysiącami tatarów – i się nie poddało. Husaria za płotem


Bohaterowie

Dzisiaj „Solidarność” kojarzy się z tymi najgłośniejszymi nazwiskami. Osobami, które postanowiły dalej robić karierę polityczną. Zostali prezydentami, ministrami, senatorami, premierami. Wielu trafiło do spółek państwowych, inni pozostali szefami związków zawodowych lub dalej pracowali w strukturach już innej „Solidarności”.

Jednak ogromna rzesza osób, które czynnie walczyły o to, aby doszło do przemian ustrojowych pozostała anonimowa. Dzisiaj wołamy „Cześć bohaterom”, wspominamy żołnierzy Armii Krajowej, powstańców, żołnierzy wyklętych. Gloryfikujemy tych, którzy nie złożyli broni przed okupantem czy to z zachodu czy później ze wschodu. Zapominamy jednak o bohaterach najbliższych naszym czasom – o Kolumbach 50′, solidarnościowych konspiratorach.

Wielu z nich po stanie wojennym lub przemianach 89 roku złożyło swoją broń. Zajęli się rodzinami, karierą, kończyli studia, wpasowywali się w nową rzeczywistość. Warto może, zapytać swoich bliskich o ich historię z tego okresu. Może, tak jak mój Tata okażą się cichymi bohaterami. Może, tak jak moja Mama, pokażą ile poświęcili w imię Ojczyzny, dla nas tak zwyczajnie wolnej i niepodległej.

Dziękuję.

Zostaw po sobie ślad!