Wypełniony kłębami dymu czołg powoli przesuwał się do przodu. W środku niego ośmioosobowa załoga ledwie trzymała się na nogach. Nieludzkim wysiłkiem zmuszali swoje zatrute spalinami organizmy do naciskania spustów karabinów. Nogi ślizgały się po wypełnionej łuskami i wymiocinami podłodze. Zatrzymać się oznaczało śmierć, wycofać nie było jak, pozostawało tylko przeć do przodu, prosto pod ogień nieprzyjaciela.

Rok zmian

Rok 1918 zapowiadał przełom w trwającej już cztery lata Wielkiej Wojnie. Wygaśnięcie walk na froncie wschodnim pozwoliło na przerzucenie znacznych sił na zachód (dokładnie 44 dywizje). Przechylenie liczebności wojsk na stronę niemiecką jak i wizja napływających wojsk USA spowodowała, że zdecydowano się na przeprowadzenie ofensywy na linie aliantów. Kampanie przeprowadzone w kwietniu, maju, czerwcu oraz lipcu zakończyły się sukcesem, jednak nie doprowadziły do przełamania obrony. Wraz z zakończeniem lipcowej ofensywy „zastrzyk” przerzuconych dywizji został wykorzystany – szturmowanie okopów kosztowało zdrowie i życie tysiące żołnierzy a ci co pozostali na froncie byli wyczerpani. Wszystko wskazywało, że nadeszła pora na ruch drugiej strony.

Zbiornik na wodę

Pierwsze czołgi pojawiły się na arenie wojennej w 1915 roku. Początkowo nie były uzbrojone, służyły do osłaniania piechoty i forsowania okopów. „Mały Willy (Little Willie)” rozpędzał się do zawrotnej prędkości 3,2 km/h, ważył 18 ton i spełniał swoje główne zadanie – zrywał zasieki i pokonywał fortyfikacje wroga. Podczas prac nad prototypem Brytyjczycy starali się ukryć przeznaczenie pierwszego czołgu, nadając mu kryptonim „tank” czyli zbiornik na wodę. Powołano nawet specjalną spółkę, oficjalnie produkującą „tanki” na handel z Rosją. Z biegiem czasu przyjęło się jako ogólne określenie „gąsienicowego wozu bojowego”.

Czołg linkowskaz
Czołg serii Mark na poligonie w Anglii | źródło: BBC

Początki

15 września 1916 roku 49 czołgów typu Mark I, już uzbrojonych w karabiny maszynowe i armaty (zależnie od wersji) ruszyło do ataku w bitwie nad Sommą. Początek nie należał jednak do udanych – 17 maszyn nie dotarło do linii frontu, kolejne 5 ugrzęzło a 9 się popsuło. Pozostałych osiemnaście sztuk nie odegrało ważnej roli „bitewnej”, było ich zbyt mało by mogły przechylić zwycięstwo na stronę aliantów. Jednak zaskoczenie Niemców nową bronią było tak silne, że oddali front na szerokości kilkunastu kilometrów. Anglicy nie wykorzystali jednak tej szansy, czołgi musiały się wycofać. Przeciwnik zaś miał czas na ochłonięcie i wypracowanie metody niszczenia nowych maszyn (nie należała ona do nazbyt subtelnych – należało przywalić z armaty centralnie w przód pojazdu).


Przeczytaj również: W ZSRR nauka służyła różnym celom – udowadnianiu, że Boga nie ma i tworzeniu jeszcze lepszego uzbrojenia. Pewnien naukowiec ruszył do Afryki aby stworzyć super-żołnierzy, hybrydy ludzi i człekokształtnych „Darwinowski koszmar”


Pierwsze wersje typu „Mark” nie posiadały zbyt udanej konstrukcji. Były powolne, mogły operować tylko na krótkich odcinkach (Mark I mógł przejechać 30 kilometrów na jednym zbiorniku), aby wykonać skręt potrzebna była koordynacja aż czterech członków załogi. Dodatkowo brak wentylacji i niefortunne odprowadzenie spalin powodowały omdlenia i zatrucia ludzi znajdujących się  w środku.

Brytyjski czołg Mark V - linkowskaz
Brytyjski czołg Mark V

Brytyjczycy nie porzucili jednak swojego wynalazku (chociaż pierwsze prace przypisuje się dwóm Austriakom, którzy niezależnie od siebie w 1911 stworzyli prototypy opancerzonych pojazdów gąsienicowych. Wojsko nie było jednak zainteresowane takimi nowinkami). W latach 1915-1918 zaprojektowano sześć wersji serii Mark (1-5 oraz A). W tym samym czasie testy nad nowym typem broni rozpoczęto we Francji, gdzie powstał najlepszy czołg Wielkiej Wojny – Renault FT model 1917. Niemcy zbudowali 20 sztuk swojego prototypu A7V – mieścił on 18 osobową załogę, posiadał grubszą blachę i osiągał do 60°C wewnątrz. Brak fabryk oraz zakończenie wojny przekreśliły dalszą produkcję.

Niemiecki czołg A7V linkowskaz
Niemiecki czołg A7V

Przełamanie wojny pozycyjnej

8 sierpnia 1918 roku, okolice miasta Amiens, Francja, linia okopów Państw Centralnych

Siedzący w okopach niemieccy żołnierze byli wymęczeni i głodni. Weterani, którzy nawet nie drgali przy wybuchach przemieszani byli z najnowszymi rekrutami, kilkunastoletnimi chłopakami którzy skuleni bali się poruszyć. Powoli wstawał mglisty poranek, szczęśliwie nic nie zapowiadało „gorszego dnia” – informacje wywiadu mówiły o przesunięciu części Australijczyków stacjonujących w okopach po drugiej stronie. Można było zapalić i w miarę bezpiecznie porozmawiać.

8 sierpnia 1918 roku, ta sama okolica, linia okopów Aliantów

66 tysięcy żołnierzy wspieranych przez artylerię, lotnictwo oraz 580 czołgów szykowało się właśnie do rozpoczęcia ofensywy, która miała zmienić oblicze Wielkiej Wojny. Od wielu dni w tajemnicy przerzucano w okolice miasta Amiens dodatkowe dywizje, dowództwo samo było zaskoczone, że przemarsz udało się zachować w tajemnicy. Aby nie powodować niepotrzebnych potyczek oraz „uspokoić” przeciwnika zdecydowano się nawet na cofnięcie z okopów części stacjonujących tam żołnierzy.

Zazwyczaj przed rozpoczęciem szturmu rozpoczynała się kanonada artylerii, która miała „zmiękczyć” morale wroga i pozwolić na podejście piechocie jak najbliżej bez narażania na ogień przeciwnika. Tym razem było inaczej – artyleria rozpoczęła ostrzał dokładnie z ruszeniem natarcia. Dodatkowo w powietrze wystartowały samoloty, które prowadziły mniej niż bardziej celne bombardowania. Wszystko miało na celu zagłuszenie nacierających czołgów.


Przeczytaj również „Australijskie Termopile” kiedy to trzech żołnierzy i dwa karabiny maszynowe musiało uratować kontynent i stanąć do nierównej walki z 20000 przeciwników. 


Taktykę „zagłuszania podejścia” przetestowali Australijczycy 4 czerwca w bitwie o miasteczko Le Hamel w północnej Francji – zaskakujące i błyskawiczne natarcie zakończyło się sukcesem, wszystko trwało zaledwie 93 minuty (3 minuty dłużej niż zakładał plan).

Tym razem przedsięwzięcie było o wiele większe, wymagało koordynacji armii z czterech krajów oraz wykorzystania różnych typów wojsk. Niemcy byli tak przyzwyczajeni do „starego stylu walki”, że ich artyleria odpowiedziała ogniem z ogromnym opóźnieniem dodatkowo celując w miejsca, gdzie wojsk już dawno nie było. Specjaliści od blitzkriegu przespali jego początek.

Linkowskaz Wielka wojna

Nie zmienia to faktu, że wojna błyskawiczna w okresie 1914-1918 nie należała do zbyt szybko przebiegających. Dopiero o 7:10 zdobyto pierwsze okopy, oddalone od koncentracji wojsk o 3,7 kilometra. Około 8:20 doszło do przełamania linii obrony, pancerna pięść odegrała w tym kluczową rolę.

W pierwszym dniu udało przesunąć front o 11 kilometrów co było najlepszym wynikiem wojny pozycyjnej. W kolejnych dniach ofensywa spowolniła – wiązało się to z wyjściem nacierających wojsk spod „ochrony” artylerii, która nie była tak szybko podciągana na nowe pozycje. Wieczorem 12 sierpnia 1918 roku alianci przesunęli front o 19 kilometrów – ofensywa została wstrzymana.

Z 580 czołgów biorących udział w walkach do punktu zbiorczego dojechały cztery. Bez wsparcia artylerii oraz rozproszone nie miały takiej mocy jak w pierwszym dniu. Dodatkowo ciężko było koordynować działania czołgów, które za formę łączności miały.. gołębie znajdujące się w klatkach wewnątrz pojazdu.

Poległo 44 tysiące aliantów, po stronie przeciwnika 25 tysięcy, dodatkowo 50 tys trafiło do niewoli. Erich Ludendorff, szef sztabu generalnego określił bitwę pod Amiens jako „Czarny dzień niemieckiej armii”. Rzeczywiście tak było – rozpoczęła się „ofensywa 100 dni”, doprowadzająca do kapitulacji wroga.


Przeczytaj również: Pancho Villa, terrorysta czy bohater. Walczył o wolność swojego kraju, najechał terytorium USA, zaatakował jedno z miasteczek. W ślad za nim ruszyło wojsko amerykańskie.


Czołg jedzie na wschód

W 1919 roku w „Błękitnej armii” generała Hallera powstał 1 Pułk Czołgów, składający się ze 120 maszyn FT. Po przerzuceniu wojsk do odrodzonej ojczyzny Polska stała się czwartym na świecie krajem pod względem wojsk pancernych. Ponad setka z nich dotrwała do 1939 roku i brała udział w wojnie obronnej.

czołgi linkowskaz
Polskie czołgi FT podczas bitwy o Dyneburg

 

Zostaw po sobie ślad!