Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego, Wojciech Sumliński

Zgodnie z zasadą, że zanim ocenię staram się poznać temat sięgnąłem ostatnio po dość gorącą publikację. Książka wydana w marcu tego roku, autorstwa pana Wojciecha Sumlińskiego, pod tytułem „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego„.

Autor

Wojciech Sumliński – Jak sam o sobie mówi „z pochodzenia warszawiak z wyboru podlasiak”. Od wielu lat mieszka w Białej Podlaskiej wraz ze swoją żoną i dziećmi. Znany jest jako dziennikarz śledczy, wolny strzelec. Ostatnimi czasy bardziej skupia się na zawodowym pisarstwie, co nie przeszkadza mu jednak wtykać kij w najróżniejsze mrowiska. Cytując za Wikipedią (i stroną autora) „Pracował w „Życiu”, „Gazecie Polskiej” i „Wprost”. Autor licznych reportaży i programów w TVP: „Oblicza prawdy” o działalności SB i magazynu śledczego „30 minut”. Autor książki „Teresa Trawa Robot” o tajnych operacjach specjalnych SB oraz autor scenariusza filmowego o śmierci ks. Popiełuszki napisanego dla Agencji Filmowej TVP. Obecnie współpracuje z Frondą, magazynem śledczym „Focus” oraz Polonią Christiana, pisze kolejne książki i jest redaktorem naczelnym Tygodnika Podlaskiego oraz zastępcą redaktora naczelnego ”Głosu Katolickiego”.

Książka

Trochę o samej treści. Na prawie czterystu stronach autor opisuje szereg zjawisk zachodzących w Polskich realiach od początku lat dziewięćdziesiątych, aż do dziś. Natrafimy tam na wątki mafii pruszkowskiej, Wojskowych Służb Informacyjnych, lotniska w Białej Podlaskiej, słynnego a zarazem tajnego obiektu „09120” i wielu innych zagadnień. Czytając książkę, odniosłem wrażenie, że wszystkie najważniejsze tematy ostatnich lat trafiły na kartki tej książki. Oczywiście jest to tylko otoczka do głównego bohatera, którym jest minister obrony narodowej a potem prezydent Bronisław Komorowski, ale o nim za chwilę.

Książka napisana jest trochę w stylu sensacyjnym, fabularyzowane opowieści o tajnych spotkaniach, nerwowym rozglądaniu się na boki, nieśpiesznymi opisami gaszenia papierosów i klimatach rodem z chłodnych skandynawskich kryminałów np. trylogii milenium autorstwa Stiega Larssona.

„Nadkomisarz przez krótką chwilę spoglądał na swoje dłonie, a później przełkną kilka łyków kawy, jak gdyby potrzebował przerwy, nim przejdzie do sedna… Nadkomisarz wstał i podszedł do okna. Uświadomiłem sobie, że chyba nigdy w życiu nie widziałem go tak wzburzonego. Spoglądał gdzieś w dal w zamyśleniu, jakby coś w sobie warzył czy wspominał. I ja zanurzyłem się w  przeszłość”.

Wprowadza to odpowiedni nastrój do tematyki, jaką podjął autor. Prawdę powiedziawszy, mam wrażenie, że gdyby jej tu nie było – lektura byłaby ciężka niczym akta z archiwum. Wynika to z tego, że autor zasypuje czytelnika masą nazwisk, miejsc które przytłaczają. Być może pan Wojciech doskonale orientuje się w swoich informatorach, redaktorach, policjantach czy przestępcach, z którymi miał do czynienia przez te wszystkie lata, jednak czytelnik nie jest z tego świata.

Wojciek Sumiliński //strona autora//

Całość jest zgrabnie powiązana w jedenastu rozdziałach prowadzących nas przez całe śledztwo. Autor ukazuje czytelnikowi, jak odkrywał nowe wątki, łączył wiedzę, którą już posiadał z nowymi informacjami – ta część książki jest bardzo dobra, dogłębnie pokazując jak wygląda proces rozpracowywania tematu. Walorem są również wspomnienia autora, odbiegające od głównego nurtu. Dzięki temu mamy szansę dowiedzieć się więcej o przestępcach z Pruszkowa, ośmiornicy terespolskiej czy gangu pedofilii.

Jedną uwagą mam do specyficznego zabiegu literackiego stosowanego przez autora. Początkowo zbytnio nie przeszkadza, potem staje się denerwujący a na końcu działa na czytelnika jak płachta na byka. Co kilkadziesiąt stron trafiamy na informację o przeżyciu przez autora oświecenia, przebłysku geniuszu. Jak za pierwszym i trzecim razem było to akceptowane, tak za dziesiątym zwyczajnie wkurza.

„Wszystkie elementy tej układanki miałem teraz przed sobą, widoczne jak na dłoni. W jednej chwili poznałem klucz do rozwiązania zagadki i połączenia w całość wszystkich puzzli. Stało się to dla mnie tak oślepiająco oczywiste, że byłem zdziwiony, iż nie wpadło mi to do głowy od razu, choć dwie minuty spokojnego myślenia musiałyby mnie na to naprowadzić”

a kilkanaście stron dalej, inny wątek:

„W pewnym momencie stało się to dla mnie tak oślepiająco oczywiste, że byłem zdziwiony, że mi o do głowy nie przyszło od razu, choć dwie minuty konstruktywnego myślenia musiałyby mnie na to naprowadzić.”

Myśl przewodnia

Przechodząc do głównego bohatera (anty-bohatera) książki. Autor skupia się na osobie Bronisława Komorowskiego i tutaj niestety pojawia się zgrzyt. Pomimo tego, że starałem się czytać książkę z pozycji neutralnej, nie potrafiłem wyzbyć się uczucia, że tutaj coś nie pasuje lub wręcz przeciwnie pasuje zbyt dobrze.

Przytoczone przez pana Sumlińskiego, wydarzenia, powiązania, decyzje jakie podjął aktualny prezydent są szokujące. Jako osoba z pochodząca z Białej Podlaskiej powinienem być pierwszym z oburzonych po przeczytaniu fragmentu o sprzedaży lotniska.

-Gdy dziś rano wyjeżdżałem z Warszawy – mówił cicho minister – byłem spokojny. Jestem bardzo zajętym człowiekiem, a mimo to zdecydowałem się przyjechać do was, bo miałem nadzieję…

W pełnej napięcia ciszy pochylił się do przodu, oparł o stół i mówił dalej, zniżając głos nieomal do szeptu

– Bądźmy zupełnie szczerzy panowie. Spodziewałem się, miałem prawo się spodziewać, poparcia z waszej strony i pełnej współpracy przy jak najspieszniejszym załatwieniu tej nieprzyjemnej sprawy… Tymczasem doszły minie słuchy o przypadkach niesubordynacji, a nawet jawnym kwestionowaniu mojej decyji i nieparlamentarnych, a publicznie wygłaszanych, opiniach o kierownictwie Mon

[Opis spotkania ministra obrony narodowej Bronisława Komorowskiego z oficerami Ośrodka Szkolenia Lotniczego, Biała Podlaska]

Wszystkie opisane przez niego wydarzenia zbyt gładko układają się w wielką dłoń wskazującą winnego – aktualnego prezydenta. Niezależnie, czy mówimy o lotnisku czy działalności mafii, o samobójstwach czy sprzedaży TP s.a i niedopilnowaniu umów – wszystkie drogi prowadzą do jednej osoby. Do jego mieszkania wkroczyło ABW – Komorowski, potrącił go samochód – Komorowski i tak dalej wiele razy. Czytelnik wręcz czeka na informację, że głównym informatorem również był Bronek…  W książce pojawiają się nazwiska Kwaśniewskich (w opisywanych wtedy wydarzeniach aktualnej pary prezydenckiej), Wałęsy, premierów i generałów. Poświęca się im pół zdania, Sumliński omija ich wątki prując w kierunku w tamtym czasie ministra.

Dodatkowo, autor odkrywa DUŻE sprawy, oskarżając prezydenta o czyny, z które w moim mniemaniu (i zapewne sądu również) powinien zostać wsadzony do więzienia. Nagle cudownym sposobem pojawiają się osoby, które posiadają obciążające materiały, teczki, które trzymali latami lub informacje, które muszą opowiedzieć. Wszyscy najpierw ostrzegają autora o tym, że pakuje się w wielkie bagno, że ryzykuje życiem swoim i ich, zazwyczaj wspominają, że boją się i w zasadzie nie chcą to robić. Na końcu oczywiście przekazując mu informacje. Zbyt gładko, zbyt pięknie.

Czy to wtedy dotarło do mnie, że cała ta historia może mieć związek z moim dziennikarskim śledztwem w sprawie „Pro Civili”? Czy to wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że spiritus movens całej tej potwornej intrygi może być Bronisław Komorowski i jego znajomi z WSI?

Na stronach tej książki autor wiele razy wskazuje swoją prawdomówność, prawość, wierność. Czasami, aż zbytnio to podkreślając. Jednak pozwala sobie na aluzje związane z żoną prezydenta, odwołując się do jej rodziców, służących dla tamtego ustroju. Przypomina mi się „Historia sekretna” Prokopiusza z Cezarei i jego atak na żonę cesarza. Jeśli chcesz by mężczyznę zabolało, zaatakuj jego kobietę…

Jednak elementem. który całkowicie zdyskredytował książkę na poziomie faktu jest całkowity brak przypisów, źródeł, czegokolwiek! Przytaczanie wydarzeń, obciążających najważniejsze osoby w państwie bez chociażby znikomej wzmianki o źródłach? Rozumiem, wiele informacji miało / ma statu tajne, ale brak przypisu do daty spotkania z oficerami z bialskiego lotniska?

Szybki wniosek

Podsumowując. Na 100% nie można odebrać książce „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” jakiejś wartości. Autor ciekawie opowiada wydarzenia, potrafi zbudować odpowiedni klimat i zatrzymać czytelnika „do jeszcze jednej strony”. Jedna czasami zbytnio rozwleka wydarzenia i opisy, wydaje się, że spokojnie można zawrzeć wszystko w publikacji o połowę cieńszej. Po przeczytaniu książki traktuję ją w swojej opinii jako powieść fabularną z elementami rzeczywistości. Brak powiązania z dokumentami, datami całkowicie ją dyskredytuje na poziomie faktu.

Pozostaje zacytować krążący po internecie komentarz

Albo książka nie mówi prawdy, koloryzuje i naciąga – i dlatego nikt autora jeszcze nie pozwał, albo odwrotnie – Sumliński ma takie mocne atuty, że boją się ciągać go po sądach.

Mam nadzieję, że jednak wygra wersja pierwsza – gdyby to wszystko miało być prawdą, to znaczyłoby, że już dawno leżymy na dnie bagna.

Inne książki autora – kliknij aby dowiedzieć się o nich więcej.

 

Źródła

  • Wszystkie przytoczone cytaty pochodzą bezpośrednio z książki „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego” autorstwa Wojciecha Sumlińskiego.
  • Okładki książkek jak i zdjęcie autora pochodzą bezpośrednio ze strony autora www.sumlinski.com.pl
  • http://www.sumlinski.pl/o-mnie/

Zostaw po sobie ślad!