mniejsza

BŁĘKITNE PRZESTRZENIE. ŚLADAMI KAPITANA COOKA

Ambicja prowadzi mnie nie tylko dalej niż kogokolwiek dotychczas, lecz wręcz – jak sądzę – do granic ludzkich możliwości

Dziennik Kapitana Jamesa Cooka

Tytuł: Błękitne przestrzenie. Śladami kapitana Cooka

Autor: Tony Horwitz
Wydawnictwo: W.A.B., 2010
Stron: 632

Śladami wielkiego odkrywcy

Tony Horwitz, uznany pisarz, dziennikarz, korespondent wojenny, uhonorowany nagrodą Pulitzera, zabiera nas w przedziwną wyprawę, mieszającą współczesność z wiekiem XVIII. Chciałoby się zacząć „Wraz z grupą śmiałków, odważnych, godnych poświęcenia, zawodowców okrzepłych od morskiej soli i portowych pijatyk”, niestety. Opowieść należy zacząć od wypełniania przez autora książki formularza zgłoszeniowego do rejsu repliką pierwszego statku kapitana Jamesa Cooka „Endeavour”. Poznajemy go, gdy zaznacza rubrykę „Tak” przy pytaniach rodzaju „Czy masz jakieś doświadczenie w żeglowaniu na pełnym morzu” lub „Zgadzasz się pracować wysoko nad pokładem, czasami w nocy i w złych warunkach pogodowych”. Autor dzieli w tym momencie swoimi przemyśleniami typu „co to jest pełne morze i czy bywa puste” lub „Jeśli chodzi o prace na wysokościach, to stojąc na drabinie czyściłem z liści rynnę w domu w Wirginii”. Głos rozsądku odezwał się przy pytaniu o chorobę morską. Po krótkim zastanowieniu, Tony stwierdził, że choruje na nią tylko na morzu i zaznaczył „umiarkowanie”.

Tym sposobem, wczesną jesienią miał się zaokrętować w Gig Harbor w stanie Washington do Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej, śladami kapitana Jamesa Cooka.

Dumny okręt

Pierwszy „Endeavour” służył jako statek przewożący węgiel pomiędzy północną Anglią a wschodnim Londynem. Dostosowany do tej pracy, posiadał szeroki kadłub, pełny dziób i był długi na trzydzieści metrów. Jego wizytówką były wytrzymałość i ładowność. Płaskie dno i bardzo płytki kil idealnie sprawdzały się w manewrowaniu w dokach i wpływaniu blisko brzegu. Niezbyt jednak służyły w dalekich oceanicznych wyprawach np. powodując dzikie przechyły.

Skrzyżowanie holenderskiego sabota z trumną – powiedział o nim pewien historyk

Niech statki płyną gdzie chcą, Bóg nimi pokieruje najlepiej

Cooks Karte von Neufundland.jpg
Mapa Nowej Fundlandii sporządzona przez Cooka

Słowa wypowiedziane przez żeglarza Pedro Fernandeza de Queiros w 1606 roku doskonale pokazywały mentalność dawnych odkryć. Były one fascynującym tematem pełnym nudnych wielotygodniowych niezmiennych horyzontów, chwil uniesień i koszmarnych pomyłek. Gdy James Cook wraz ze swoją załogą wyruszał w morze, większość oceanów oznaczona była jako „nondum cognita” – jeszcze nieznane. Od momentu, kiedy Ferdynand Magellan przepłynął Pacyfik większość jego naśladowców płynęła tym samym szlakiem. Prawie dwieście pięćdziesiąt lat później, chwilę przed wypłynięciem „Endeavour’a”, linia brzegowa ziem Oceanu Spokojnego oznaczana była komentarzem „Przypuszczam”.

W XVI-XVIII wieku nawigacja, kartografia nie były naukami bardzo precyzyjnymi – przykładem, pomyłka pilota Magellana, który błędnie obliczył długość geograficzną Filipin

„O 53 stopnie – zupełnie jakby umieścił Boliwię w Afryce Centralnej”

Drugi przykład, ekspedycja hiszpańska z 1567 roku „…natknęła się na łańcuch wysp na zachodnim Pacyfiku, kapitan ogłosił, że znalazł biblijną krainę Ofir, z której król Salomon sprowadzał złoto, drewno sandałowe i drogie kamienie.” Umiejętności żeglarskie załogi i precyzja stworzonych map doprowadziły do tego, że nie udało się wrócić na te wyspy przez kolejne dwieście lat.

 Przygoda

Razem z autorem przemierzymy szlaki wyznaczone przez trzy wyprawy kapitana Jamesa Cooka, jednocześnie poznając historię wyprawy, jej echa we współczesnym świecie oraz dzisiejsze żeglowanie. Pisarz dociera do Tahiti, Bora Bora, Nowej Zelandii, Alaski, Hawajów, poznając potomków tych, którzy witali kapitana.

Jednocześnie próbuje zrozumieć, co kierowało młodym rolnikiem z Yorkshire, że postanowił nie tylko wsiąść na pokład, ale gnać ciągle do przodu, w poszukiwaniu odkryć.

„Choć są kanibalami, mają w sobie wrodzoną życzliwość i niemało ludzkich cech”

Dziennik Kapitana Jamesa Cooka

James Cook Endeavour Journal 495b.jpg
Dziennik pokładowy Jamesa Cooka

W jego poszukiwaniach śladów bytności kapitana, towarzyszą mu nieodłączni kompanii – opasłe tomisko dziennika Jamesa Cooka, choroba morska i Roger, druh, hulaka i element komiczny. Wspólnie lądują w malutkiej knajpie na biegunie i również malutkim pubie na wyspach „gdzieś na Pacyfiku”(oraz wszelkich innych przybytkach powiązanych ze sobą wielkością i piwem). Odnajdują te same rytuały, zwyczaje opisywane w dzienniku jak i napotyka owoce odkryć dokonanych przez Cooka i jego załogę.

Książka umiejętnie łączy ze sobą solidne badania źródeł, podróż i biografię. Autor wykonał kolosalną pracę, jednocześnie udowadniając czytelnikowi, że świetnie się przy tym bawił. Kunszt literacki podkreślają dokonania, umiejętnie przekładając to na kartki.

Większość marynarzy woli się rozstać z życiem niż z grogiem

John Williamson, porucznik na okręcie Jamesa Cooka


Wyświetl większą mapę


Bibliografia:

  • Horwitz T., Błękitne przestrzenie. Śladami kapitana Cooka, wyd. W.A.B., 2010
  • Wszystkie cytaty pochodzą z w/w książki

Grafiki:


Zostaw po sobie ślad!