Booland is dead! – skulony przy ścianie żołnierz cały czas słyszał te przeraźliwe krzyki przemieszane z odgłosami wybuchających pocisków moździerzowych. Co chwilę zerkał na klatę, gdzie niedomyci mężczyźni z obłędem w oczach wpatrywali się w niego. Jeden z nich, powoli przesuwał kciukiem po swojej szyi, rechocząc przy tym przeraźliwie. Szeregowiec na chwilę zamknął oczy, uspokoił oddech. Następnie odbezpieczył swojego beryla i wrócił do obserwowania ciemności…. tam czekali na niego ludzie, których nie oddzielała od niego żelazna krata.

Karbala, miasto w środkowym Iraku, leżące obok Eufratu, liczące sobie około 570 tysięcy mieszkańców. Stolica prowincji o tej samej nazwie. W roku 2004 leżące w obszarze działań Wielonarodowej Dywizji Centrum-Południe, dowodzonej przez Polski Kontyngent Wojskowy w Iraku. Rozpoczęła się właśnie druga tura, zadania misji nie ulegały zmianie – pomoc humanitarna, szkolenie irackiego wojska, demilitaryzacja.

Karbala do tej pory była tym spokojniejszym miastem, jedną z „przyjemniejszych” prowincji. Sytuacja uległa zmianie na początku kwietnia, wraz z nastaniem muzułmańskiego święta Aszura. W tym dniu, w roku 61 pod murami miasta zginął wnuk Mahometa, Husajn ibn Ali. Szyici uznają to wydarzenie, za początek ich religii. W związku z tym, Aszura jest najważniejszym świętem, sprowadzając do Kerbali ogromne rzesze szyickich pielgrzymów (w 2004 roku było to najprawdopodobniej około 5 000 000 ludzi).

AschuraFestKarbala.jpg
Obchody święta Aszura Karbala

Stacjonujący w Kerbali żołnierze, ostrzegani byli o możliwości przeprowadzenia zamachów na pielgrzymujących szyitów. Przelanie niewinnej krwi, miało pokazać, że koalicja nie radzi sobie z zapewnieniem bezpieczeństwa, oraz skierować gniew tłumu na stacjonujące tu oddziały. Za planowanymi zamachami miał stać Muktada as-Sad. Po obaleniu Husajna uzyskał on wpływy wśród bojowników, stając na czele „Armii Mahdiego”. Była to organizacja walcząca z siłami koalicji, w pewnym momencie skupiająca około 60 000 ludzi i sprawująca kontrolę nad kilkoma miastami Iraku. Misjonarze (żołnierze koalicji) znali przeciwnika z ataków na konwoje oraz bazę Camp Babilon.


Zapraszam do wpisu o jedynej bitwie II wojny światowej na kontynencie amerykańskim. O zajęciu terytorium USA przez Japonię i o krwawym odbiciu: Wyspy na końcu świata: Wojna na Pacyfiku


Podczas obchodów święta polscy żołnierze często spotykali się z uzbrojonymi bojówkami as-Sadra. Ostentacyjnie paradowali w tłumie, nie przejmując się obecnością wojsk koalicji. Wysyłali jasny przekaz, kto tu jest gospodarzem. Karbala jest miastem wzniesionym „w środku pustyni”. W związku z tym, nie było problemu z ominięciem punktów kontrolnych na rogatkach miasta – wystarczyło lekko zjechać z drogi i już było się wśród budynków, z bronią, ładunkami wybuchowymi i kto tam wie czym jeszcze.

2 kwietnia na jeden z takich punktów pędził rozpędzony autobus. Kierowca chciał zdetonował ładunek wysadzając check point z polskimi i irackimi żołnierzami. Pomimo zlikwidowania napastnika celnymi strzałami, autobus wbił się w grupę pielgrzymów, raniąc jednego polskiego żołnierza oraz kilkunastu Irakijczyków. Szczęśliwie nie doszło do eksplozji.

W związku z ryzykiem ataków wrosło zagrożenie dla sił koalicji oraz budynków pilnowanych przez wojsko irackie. Jednym z takich budynków był ratusz miejski, znany z angielskiej nazwy jako „City Hall”. Dwupiętrowy ceglany budynek w centrum miasta. Była to siedziba władz prowincji, policji oraz więzienie (a raczej wielka klatka na dziedzińcu, gdzie trzymano podejrzanych o wspieranie terrorystów – takich udogodnień jak toaleta, przetrzymywani nie posiadali).

– Kiedy przyjechaliśmy do City Hall, w klatce siedziały jeszcze dwie cudzołożnice
– wspomina Fox 3 (obsługuje działko). – Głębokie średniowiecze.
Dopiero wtedy zrozumiałem, gdzie jestem.

Dowództwo amerykańskie zdecydowało, że jeśli wybuchną zamieszki, wojsko ma się wycofać z miasta. Jeden jednak punkt miał zostać utrzymany – właśnie City Hall.

Irak Karbala 2004 Marcin Gorka wojna walka polacy city hall
foto: Irak Karbala 2004 Marcin Gorka , Gazeta Wyborcza

W nocy z 2 na 3 kwietnia, zdezerterował cały iracki oddział, ponad 300 żołnierzy. Z batalionu na stanowisku pozostało tylko kilku oficerów. Z bazy „Juliet”, rano 3 kwietnia został wysłany polski QRF (Oddział Szybkiego Reagowania). Miał on za zadanie zabezpieczyć City Hall oraz wesprzeć żołnierzy irackich (tych, którzy pozostali na stanowiskach).

– Na początku dezerterowali dyskretnie: tup, tup i nie ma dwóch, szur, szur, szur i zniknęło kolejnych trzech – opowiada Fox 4 (strzelec, odpowiadał też za łączność). – Później zwiewali na bezczelnego. Byłem tego dnia na patrolu, zajeżdżam na jeden z irackich czekpointów, a tam tylko mundury i hełmy.

W samo południe 3 kwietnia, miastem wstrząsają trzy potężne eksplozje. Dochodzi do zamachów, ginie około 140 osób, setki zostają ranne. To był sygnał ataku dla bojówek As-Sada. Chwilę później w zasadzkę wpada samochód 1PSK z Amerykanami i Bułgarami. Polacy nie dali się jednak zaskoczyć. Chwilę później wszyscy byli już na pozycjach, uzbrojeni i gotowi. Bramę wjazdową zablokowali opancerzonymi samochodami BRDM oraz BMP. Przez drogi dojazdowe przeciągnięte zostały betonowe bloki, tak aby nie było możliwości podjechania zbyt blisko. Na dachu czuwają uzbrojeni w beryle polscy żołnierze, na piętrze w oknach karabiny maszynowe, również obsługiwane przez naszych. Parter przypadł Bułgarom. Budynek nie był przystosowany do oblężenia, jednak żołnierze starali się zabezpieczyć, na ile mogli. Później, misjonarze dowiedzieli się o jeszcze jednym zamachowcy-samobójcy. Został dosłownie rozerwany na strzępy rękami pielgrzymów.

Płonący samochód 1PSK / zdjęcie z Gazeta Wyborcza | Karbala

Zakładaliśmy, że nie zaatakują w ciągu dnia, bo ich zmiażdżymy ogniem. Problem w tym, że mieliśmy tylko jeden karabin maszynowy z noktowizorem, a oni to wiedzieli od swoich szpiegów. Na wypadek gdybyśmy nie dawali rady, mieliśmy „plan B”. Wszyscy uciekamy na dach, walimy do nich granatami i ewakuujemy się śmigłowcami. Jeśli przylecą.

Wewnątrz City Hall znajdowało się czterdziestu Polaków i tyle samo Bułgarów oraz resztki Irakijczyków. Tym ostatnim żołnierze koalicji nie mogli zaufać. Znane były wydarzenia, w których obracali karabiny przeciwko misjonarzom. Bułgarzy dostali za zadanie patrzenie im na ręce… i likwidację, w razie konieczności.

O zabijaniu się nie myśli. Postępowaliśmy tak, jak nas nauczono. My tylko likwidujemy źródło ognia. Działa automat w głowie. Nikt nie zastanawia się, co się dzieje z tym, kto do ciebie strzela.

O pierwszej w nocy ciszę przerywa ujadanie psów, demaskując skradających się żołnierzy z Armii Mahdiego. Chwilę po tym pierwsze serie uderzają w ściany budynku. Rozpoczęła się bitwa o City Hall. Pierwsza nawałnica szybko sprawdza, jak żołnierze reagują na prawdziwe pole walki. Jedni nie mogą się ruszyć, zdarzają się tacy, którzy padają w kącie i kulą się ze strachu. Są również przypadki, w których adrenalina włącza tryb „Rambo”. Wszystkie te stany „uregulują” się w przeciągu najbliższych godzin.

Najtrudniej mieli żołnierze broniący dachu. Obstawieni workami z piaskiem oraz betonowymi płytami tuż obok swojej głowy słyszeli uderzanie kul, odbijanie się granatów. W pewnym momencie w stronę budynku rusza rozpędzony samochód z karabinem na pace. Szczęśliwie Bułgarzy zareagowali szybko i celnie, zostawiając podziurawiony złom.

Nikt nie spodziewał się tak ostrych walk, gdzie nie spojrzeć w kierunku budynku kierował się tłum wściekłych bojowników. Dodatkowo z pieśnią na ustach, potęgując przerażenie.

Szli jak Turcy na Kamieniec Podolski w ostatniej części „Przygód pana Michała”. Falami. Waliliśmy do nich cały czas! Jak jedni padali, to inni zabierali ich z ulic na dwukołowych wózkach przypominających nasze saturatory z Peerelu. Strzelamy, a oni wciąż nacierają! Bałem się, że zaraz skończy mi się amunicja. A oni podchodzą coraz bliżej!

Strzały padały z pobliskiego minaretu, jak później tłumaczyli żołnierze – była to czysta prowokacja. Prawo wojenne zabrania atakowania miejsc kultu religijnego, dodatkowo zapewne spowodowałoby to wzburzenie lokalnych muzułmanów.


Przeczytaj również: „Najlepszą obroną jest atak” Jak to nasi żołnierze wkroczyli do Rzeszy podczas kampanii wrześniowej 1939. 


Ogromną robotę wykonuje również BRDM z karabinem na pace. Blokując bramę pierwszej nocy pozbywa się około 70% swojej amunicji. Refleksja przychodzi nad ranem. Atakujący zdając sobie sprawę z przewagi ogniowej obrońców, nie podejmowali walki za dnia. Dawało to czas na odpoczynek oraz „posprzątanie”. Po pierwszej nocy iraccy policjanci zebrali ponad 80 ciał, wszystkie należały do atakujących. Większość żołnierzy pierwszy raz strzelało do kogoś żywego. Gdy opadał szał bitewny i docierały myśli, reakcje były najróżniejsze. Obrońcy w konwoju wracają do bazy „Lima”, gdzie mają się zregenerować, przezbroić i pozbierać po ostatniej nocy.

Mają odespać noc pierwszej w życiu prawdziwej walki. Ale mało kto może zmrużyć oczy. Niektórzy gorączkowo wspominają nocne wydarzenia. Inni są sami ze swoimi myślami. Jeszcze inni rzygają w kiblach.

Drugiej nocy schemat się powtarza, zapada zmrok, psy zaczynają szczekać, rozpoczyna się kanonada. Tym razem głównym celem był dach. Gdyby udało się z niego zepchnąć obrońców, samo podejście pod budynek byłoby łatwiejsze. W pewnym momencie słychać wybuch. W miejscu gdzie chwilę temu znajdowało się stanowisko dwóch Bułgarów teraz widać tylko dym. Granat moździerzowy uderzył w płytę obok nich. Szczęśliwie przeżyli – jeden lekko ranny, odłamek betonu zaatakował pośladek.

Na psychikę żołnierzy mieli również wpływ „rezydenci” klatki – cały czas z nimi byli, wykrzykując groźby i symbolicznie podrzynając gardło kciukiem. Gdyby nie klatka, byliby tak samo niebezpieczni jak Ci, co ich atakowali. A nerwy były napięte maksymalnie. Po „zmasakrowaniu” celującego z RPG bojownika, obsługujący karabin maszynowy żołnierz zacina się. Nerwy pękają, człowiek przestaje mieć kontakt z rzeczywistością. Tej nocy odpadło jeszcze dwóch.

Przez City Hall przechodzi zła wiadomość, zostali sami. Łączność z bazą została przerwana, bojownicy przejęli most łączący ich z „Limą”. Nie ma szans na dostawy broni, jedzenia ani na zmianę. Dowodzący oddziałem kapitan Tomasz Biedziak wydaje rozkaz o oszczędzaniu amunicji, nikt nie wie kiedy dotrze pomoc… i czy dotrze.

Polscy obrońcy City Hall chwalą bułgarskich towarzyszy broni. – Było słabe miejsce w naszej obronie – nie widzieliśmy części okalającego nas terenu – opowiadają. – Bułgarzy zamelinowali się w pobliskim hotelu, aby ten teren kontrolować, sprytnie się zabezpieczyli. Mają taki bałkański patent „na szklankę”. Ciężarek w szklance stojącej na krześle przy niedomkniętych drzwiach połączony sznurkiem z granatem na klamce od wewnątrz. Otwierasz drzwi, ciężarek upada i wyrywa zawleczkę z granatu. Wybucha na wysokości pasa, jeśli masz szczęście – urywa tylko nogi.

Źle się dzieje również w samym mieście. Karbala niepilnowana przez siły koalicji szybko staje się ofiarą Armii Mahdiego. Rabunki, morderstwa, gwałty.

Trzecia noc, schemat identyczny jak wcześniej, tylko żołnierze bardziej wyczerpani i głodni – normalne jedzenie skończyło się dzień wcześniej, pozostały racje żywnościowe tak pełne chemii, że po zamoczeniu ich w kałuży, zaczynały się podgrzewać.

Kolejne „zacięcia się” chłopaków, coraz mniej amunicji a atakujących tyle samo, jak nie więcej. Nad ich głowami latały drony amerykańskie, jakby pokazując, że jeszcze o obrońcach nie zapomniano.

Nadal bez strat po stronie misjonarzy.

Czwartego dnia przybywa odsiecz. Chłopakom z 18 Bielskiego Batalionu Desantowo-Szturmowego udaje się przebić do obrońców. Luzują wyczerpanych obrońców. Sceny znane z Black Hawk Down idealnie oddają, jak wyglądało pole bitwy. Wszędzie gruz, fekalia, łuski. Nad niezdobytym budynkiem dumnie powiewała podziurawiona biało-czerwona flaga.

a gdy nadchodzi noc, psy nareszcie nie szczekają….


Przeczytaj o niesamowitej potyczce. Czterystu husarzy i pancernych walczyło z całą armią, kilkudziesięcioma tysiącami tatarów – i się nie poddało. Husaria za płotem


Karbala
Przeczytaj więcej – Karbala

Była to największa bitwa żołnierzy polskich od momentu zakończenia II Wojny Światowej. Dodatkowo zakończona zwycięstwem, bez strat własnych. Polskie media przemilczały całe wydarzenie. Dopiero artykuł „Gazety Wyborczej” cztery lata później nagłośnił sprawę, doprowadzając do odznaczenia niektórych z żołnierzy. Wszystko jednak odbyło się po cichu – oficjalnie, nasi misjonarze nie brali udziału w tamtych walkach.

Walki w Karbali trwały do lipca, ostatecznie dzięki kontrofensywie koalicji, udało się odzyskać kontrolę nad miastem.

Armia Mahdiego walczyła do 2008 roku. Seria porażek doprowadziła do ogłoszenia zawieszenia broni 10 maja 2008 roku.

Sam as-Sadr był aktywnym politykiem do 2014 roku. Aktualnie wycofał się z aktywnego życia publicznego.


Źródła

Zostaw po sobie ślad!