W tej historii pojawiają się wszystkie czynniki gwarantujące dobrą opowieść. Jest cenny skarb, piękna kobieta, kradzież i szalona ucieczka. Dodatkowo zamieszane w to będą dwie ówczesne potęgi a żeby tego było mało, pojawią się również i piraci! Poznajcie jedną z wielu ciekawych opowieści do kawy i o kawie. 

Mnich

Kto pierwszy napił się kawy, tego nie wiemy. Są różne legendy na ten temat, jedna z najpopularniejszych, mówi o pewnym pasterzu żyjącym w Etiopii w IX wieku naszej ery. Przyglądał się swoim kozom, które wcinały z apetytem pewne dziko rosnące owoce. Spróbował i on. Kolejna wzmianka mówi o mnichach, którzy niezadowoleni z gorzkiego smaku owoców, wrzucili je do ognia. Po kilku minutach poczuli bardzo przyjemny zapach. Zachęceni tym, postanowili przyrządzić napar z palonych ziaren kawy. Nad ranem mnisi okrzyknęli ten napój darem Niebios, gdyż nie musieli troszczyć się o sen podczas modlitwy. Kawa zaczęła podbijać serca ludzi.

Oczywiście brakuje konkretnych źródeł potwierdzających powyższe legendy, nie zmienia to jednak faktu, że ktoś kiedyś musiał spróbować zrobić pierwszą kawę. Pierwsze wiarygodne źródła sięgają wieku XI, kiedy wraz z kupcami kawa dociera do Jemenu. Tam też, opracowane zostają metody prażenia i gotowania ziaren w celu uzyskania naparu. Napój szybko zrobił furorę wśród muzułmanów. Wiązało się to głównie z jego pobudzającymi właściwościami i zakazem picia wina.

W kulturze arabskiej istnieje legenda, mówiąca, że kawę Mahometowi ofiarował Archanioł Gabriel, aby miał siły i był wytrwały

Zapach i smak kawy przywędrował do Europy w końcówce XVI wieku, wraz z kupcami holenderskimi i włoskimi. Przywozili oni kawę jako ciekawostkę, która zdobyła niesamowitą popularność wśród Arabów. Z racji, że był to towar importowany, pierwsi europejscy znawcy pojawili się w miastach portowych, Amsterdamie, Hamburgu i Londynie. Do pewnego momentu kupcy z krajów muzułmańskich starali się kontrolować handel, prażąc ziarna, tak aby nie nadawały się do zasadzenia. Jednak nie było możliwości zachowania tego wśród swoich.


Przeczytaj również „Radiowe historie” – o panice jaką wywołało słuchowisko radiowe, o radiostacji „Błyskawica” nadającej podczas Powstania Warszawskiego i o pojedynku szachowym rozgrywanym w przedpołudniowym i popołudniowym wydaniu audycji. 


Dragon

Zastrzykiem kofeiny dla kontynentu była przegrana Turcji pod Wiedniem. W łupach wojennych oprócz kosztowności znalazły się również ogromne zapasy kawy. Jedna z historii tamtego okresu, wspomina Jerzego Franciszka Kulczyckiego, żołnierza króla Jana III Sobieskiego. Zasłynął on z tego, że zgłosił się na ochotnika do przebicia się przez oblężenie. Z fantazją ubrał strój osmańskiego żołnierza, od jeńców nauczył się kilku tureckich piosenek i … przeszedł przez cały obóz wroga. Skontaktował się z księciem lotaryńskim Karolem V Leopoldem a następnie wrócił do oblężonego miasta, nucąc wyuczone kawałki. Informacje o nadciągającej odsieczy odciągnęły od rady miejskiej pomysły kapitulacji.

Jego zasługi podczas oblężenia Wiednia zapewniły mu szacunek mieszkańców i nagrodę od króla. Ten zostawił mu do wyboru, co z łupów zdobytych na przeciwniku chciałby otrzymać. Zaskoczył wszystkich, prosząc o 300 worków dziwnego ziarna leżącego trochę na uboczu. Zwycięscy planowali wyrzucić je jako bezwartościowe, uznając, że jest to pożywienie wielbłądów. Kulczycki widać swoje wiedział, nie można zapominać, że dawniej był posłańcem na dwór sułtański i pewnie nie pierwszy raz widział te dziwne ziarna. Rezolutny dragon, skuszony dwudziestoma laty wolności podatkowej, założył w Wiedniu pierwszą kawiarnie „Dom Pod Błękitną Butelką”. Do końca swych dni serwował ciasteczka w kształcie półksiężyca i paradował w tureckim stroju. Przypisuje mu się również wynalazek dodania mleka do kawy.

Król, piraci i kawa
Król, piraci i kawa

 Oficer

Kawa budziła wiele wątpliwości, nawet wśród jej największych znawców. Wiązało się to głównie z jej pochodzeniem – od muzułmanów. Widziano w tych ziarnach dzieło szatana (co nie przeszkadzało w rozprzestrzenianiu się mody na czarny napar). Temat trafił do najważniejszych ówczesnego świata i tak, papież Klemens VIII osobiście zabrał głos w tej sprawie, odrzucając wizję nieczystego napoju. Co ciekawe, wiek wcześniej z takim samym problemem borykali się duchowni muzułmańscy – zmiennie raz zakazując, raz zezwalając na picie kawy. Rozwiązali to jednak w bardziej przyziemny sposób – legalizując i nakładając podatek. Problem z kawą, oprócz tego moralnego, był również bardziej przyziemny – cena oraz znikome ilości. Przez długi czas jedynymi dostawcami byli kupcy muzułmańscy. Zmieniło się to jednak, wraz z przejęciem (są różne wersje w jaki sposób) kilku sadzonek przez Holendrów. Wynikiem tej akcji było pojawienie się na rynku Europejskim nowego monopolisty. Kawa bardzo dobrze się przyjęła w holenderskich koloniach zamorskich, dzięki czemu mogli oni obejść się bez pomocy Arabów. Holendrzy byli tak pewni swego monopolu, że w 1710 roku podarowali Ludwikowi XIV dwie sadzonki kawy, aby mógł wzbogacić swoje zbiory w królewskich szklarniach. Czyn ten, z perspektywy czasu wydaje się dość głupi – z niewiadomych przyczyn Holandia pozbawiła się jednego z najważniejszych skarbów, monopolu na kawę. Może nie zdawali sobie sprawy, że ta jedna sadzonka zostanie z czasem nazwana „matką milionów”.


Przeczytaj również: gdzie jest pomnik lewatywy? Kto stawia rzeźby kaloryferów, w którym mieście w budynku można zobaczyć kamiennego łososia? Pomniki – ciekawostki.


Dama dworu

Ludwik XIV w 1714 roku w swojej prywatnej szklarni posiadał już przyjęte i dobrze rozwijające się sadzonki kawowca. Monarcha nie był jednak nim zbytnio zainteresowany, podobnie jak samą kawą, która mu zwyczajnie nie smakowała. Roślinami, podobnie jak całą szklarnią opiekował się zatem królewski ogrodnik. Większą uwagę od króla kawowcowi poświęcił oficer z Martyniki, który będąc na przepustce w 1723 zapędził się do Paryża w objęcia pewnej damy dworu. Gabriel-Mathieu Francois D’ceus de Clieu, gdyż tak nazywał się ten oficer, okazał się pewnego rodzaju lokalnym patriotą. Chciał zabrać sadzonkę na swoją wyspę, zasadzić i przyczynić się do bogactwa jej mieszkańców (i oczywiście siebie samego). Plan zakładał wykorzystanie najstarszego fortelu świata – pięknej kobiety. Gabriel poprosił rozkochaną dworkę, aby pomogła mu zdobyć roślinę. Ta, zapewne korzystając z tego samego zabiegu, przekonała do planu królewskiego medyka. Jego obecność w pałacowych szklarniach nikogo nie dziwiła, zbierał przecież zioła potrzebne na medykamenty. Pozostaje zagadką jak silna musiała być moc przekonywania, skoro lekarz zdecydował się porwać na kradzież własności króla Ludwika XV (mimo, że miał wtedy zaledwie 13 lat, to królewski gniew miał w genach). Ważny był jednak rezultat – młode sadzonki trafiły w ręce oficera. Ten uśmiechnąwszy się szarmancko do swojej pomocnicy, ruszył w drogę do portu, wskoczył na statek „Dromedaire” płynący na Martynikę i zniknął, pozostawiwszy złamane serce (i wkurzonego królewicza, regenta, jego ludzi, dwór, rozkochaną damę dworu oraz królewskiego lekarza).

Szpieg

Gabriel-Mathieu zabezpieczył sadzonki, wkładając je do szklanego słoja i umieszczając je w swoim bagażu. Jednak, aby się nie zmarnowały codziennie wynosił je na pokład, aby dostały minimalną porcję promieni słonecznych. Jego dość dziwne spacery z rośliną wywołały zaciekawienie załogi, szczególnie jednego z pasażerów, mężczyzny mówiącego dość „twardym” francuskim. Podejrzenia, że może to być holenderski szpieg stały się faktem po próbie zniszczenia przez niego sadzonek. W owym czasie, sytuacja pomiędzy Holandią i Francją była dość napięta, jednocześnie trwała wojna handlowa i starano się kontrolować ruchy przeciwnika. Dlatego też, obecność szpiegów na pokładach nie była aż tak zaskakująca. Holender korzystając z chwili nieuwagi oficera strącił słój i złamał jedną z gałęzi, szczęśliwie jednak, roślina przetrwała. Od tej pory Gabriel i kawowiec starali się trzymać z dala od niebezpiecznego mężczyzny. Ten jednak, ku ich wielkiej uldze wysiadł w porcie na Maderze.

Król, piraci i kawa
Król, piraci i kawa

Pirat

Na brak atrakcji podczas podróży nie można było narzekać. Ledwie pozbyli się holenderskiego szpiega a tu napotkali berberyjskich piratów. Jak to zazwyczaj bywa przy takim spotkaniu doszło do pościgu, niebezpiecznych abordaży, walki przy użyciu ostrych narzędzi i ucieczki. Załoga nie była zbyt biegła w walce jednak szczęśliwie 24 muszkiety skutecznie ostudzały piracki zapał. Koniec końców, „Dromedaire” wyrwał się i po krótkiej ucieczce pozbył się nachalnego towarzystwa. Jednak nie obyło się bez strat. Jednym z poszkodowanych znowu był kawowiec. Tym razem stłuczona została szklana osłona. Z pomocą roślinie ruszyła załoga, która powoli zaczynała czuć więzi i z kawowcem i z misją oficera. Cieśla okrętowy w miarę swoich możliwości oraz dostępnych materiałów zbudował kolejną osłonę


Przeczytaj również: „Spiżarnia” Jest to miejsce, które przechowuje „wiedzę” biologiczną naszej planety. Głęboko w skale i wiecznej zmarzlinie znajdują się korytarze a w nich pudła. Każdy kraj ma swoje własne a w nim przechowuje się wiedzę o nim i szansę odzyskania utraconego.


.Posejdon

Co jeszcze mogło ich spotkać – mógł zastanawiać się młody mężczyzna wpatrujący się w delikatną roślinę. Nie musiał nawet zbyt długo czekać na odpowiedź. Na środku Atlantyku okręt wpadł w potężny  sztorm, który nie dość, że pokiereszował pokład to jeszcze znowu zniszczył osłonę rośliny i zalał ją słoną wodą. Po ustaniu niebezpiecznego zjawiska, okazało się, że statek nabiera wody. Załoga ruszyła do napraw, a Gabriel z troską przyglądał się zmaltretowanemu kawowcowi.

Jak nie huraganowy sztorm to flauta, kompletny brak wiatru. W kolejnych dniach „Dromedaire” prawie wcale się nie poruszał skąpany w upalnym słońcu. Sytuacja stawała się groźna, gdyż podczas sztormu stracili kilka beczek z wodą, parę kolejnych uległo zasoleniu. Załoga i pasażerowie musieli ograniczyć wydawane im racje wody pitnej. Swój przydział de Clieu rozdzielał na siebie oraz polewał roślinę, tak aby nie uschła, gdyż nie wiedzieć czemu nie otrzymywała własnej racji żywnościowej.

Szczęśliwie jednak, koniec końców, los okazał się łaskawy i po kilkunastu dniach zmaltretowani dotarli do brzegu Martyniki.

Plantator

Po dotarciu do swojej posiadłości de Clieu zasadził roślinę w swoim ogrodzie. Jednak wszystkie przygody, które przeżył spowodowały, że był bardzo strachliwy o kawowiec. Otoczył go ciernistymi krzewami i strzegł, jak tylko potrafił. Szczęśliwie znalazł również czas na spisanie swoich wspomnień w dziennikach, dzięki czemu dzisiaj znamy jego losy.

Roślina okazała się bardzo silna i płodna, a gleba i klimat sprzyjające. Dwa lata po zasadzeniu zebrano pierwsze plony. De Clieu rozdawał nasiona wszystkim, którzy chcieli, stwarzając podwaliny potęgi kawowej. Sadzonki szybko dotarły również na Santo Domingo, Guadeloupe i pozostałe pobliskie wyspy. W 1730 do Paryża wypłynął pierwszy okręt z ładunkiem kawy. Holendrzy przestali być monopolistami w kwestii kawy, a wszystko to przez roślinkę podarowaną do królewskiej szklarni.

Król, piraci i kawa
Król, piraci i kawa

Źródła „Król, piraci i kawa”

 

 

Zostaw po sobie ślad!