Świst strzał i tępy dźwięk wbijających się w drewno grotów towarzyszył obrońcom od kilku godzin. Zmieszany był z wystrzałami broni palnej oraz jękami rannych. Dumni pancerni i husarze, leżeli teraz za płotami, beczkami czy przy ścianach chat, pochowani przed deszczem wystrzeliwanym z tatarskich łuków. Nie było szans na ucieczkę, nie przed Tatarem na koniu. Pozostawał walczyć do samego końca…


Husaria za płotem

Czerwiec 1694 roku, dzisiejsza Ukraina, obwód lwowski.

Niecałe 100 kilometrów od Lwowa i 75 od słynnego Zbaraża, doszło do jednej z licznych bitew sławiących bitność wojsk Rzeczypospolitej. Czterystu husarzy i pancernych walczyło z całą armią, kilkudziesięcioma tysiącami tatarów.

Przeciwnik

Tatarzy zagrażali ziemiom Rzeczypospolitej już w XIII wieku. Przez wieki wschodnie ziemie stały się celem wypraw w celu zdobycia niewolników i łupów. Rozległe obszary stanowiły idealne warunki dla lekkiej tatarskiej jazdy, która potrafiła dziennie przebywać nawet  do 300 kilometrów. To, co dla najeźdźców było plusem, stanowiło znaczne utrudnienie dla wojsk koronnych. Niemożliwym było ciągłe i szczelne kontrolowanie ogromnych wschodnich obszarów. Wytworzyło to specyfikę tych ziem, nielicznych ale dobrze ufortyfikowanych miasteczek, których zdobycie nie przychodziło tak łatwo. Dawało ta szansę na obronienie się mieszkańcom, do momentu przyjścia odsieczy lub zniechęcenia się Tatarów i ruszenia dalej, w poszukiwaniu łatwiejszych zdobyczy.

XVIII wiek był bardzo niespokojny, wyprawy w granice Rzeczypospolitej stały się częste, niewolnicy byli bardzo pożądani przez przeżywającą swój rozkwit Turcję. Najazdy potrafiły liczyć nawet do 100 000 ludzi, co przy bitnej i zaprawionej w bojach, lecz niestety niezbyt licznej armii Korony było wielkim zagrożeniem. Szczęśliwie, pojedynczy przeciwnik, nieopancerzony i uzbrojony w łuk nie stanowił wroga dla husarza.


Przeczytaj o bohaterskiej obronie miasteczka na Wołyniu. Polacy dali schronienie kilkunastu tysiącom uciekinierów, zorganizowali swoje oddziały, broń i nie ulegli nacierającym przeciwnikom.


Rok 1694 był burzliwy, już dwa razy wojska wyruszały w pole, aby stawić czoło wyprawie. Dwa razy nie dochodziło do starć, wojska wracały do obozów. Czerwiec miał jednak być inny. Na początku miesiąca, pod dowództwem Gazy Gereja ruszyło na Polskę (zależnie od źródeł) od 25-30 do nawet 75 tysięcy ludzi.


Wojska koronne

Linia pomiędzy miasteczkami Pomorzany i Złoczów, częsty cel wypraw tym razem była dobrze broniona przez znajdujące się w tamtym czasie wojska koronne. Szczęśliwie, ówczesny wywiad nie zaspał, dzięki czemu ludność z pobliskich wiosek miała szansę na ucieczkę do miast. Tatarzy stanęli przed trudną decyzją, oblężenia któregoś z grodów, walki z wojskiem, próby ich obejścia lub wycofania się. Walka w otwartym polu z wojskami koronnymi nie była brana pod uwagę, mimo przewagi liczebnej, obawiano się Lachów.

Na początku czerwca w okolice Pomorzan został wysłany oddział w sile 7 rot (1 rota liczyć powinna 100 jeźdźców, jednak standardem w wyniku działań wojennych była mniejsza liczba, nawet 50-60) pochodzący z twierdz Okopów Świętej Trójcy oraz Szańców Panny Maryi. Skierował się na północ i miał zweryfikować informacje o nieprzyjacielu.

Pierwsze starcie

Husaria
Husaria

11 czerwca czterystu husarzy i pancernych (jazdy kozackiej dopancerzonej, służącej do wsparcia uderzenia husarii) natrafiło na idących tatarów. Dowódcy Konstanty Zahorowski oraz Mikołaj Tyszkowski zdecydowali się na błyskawiczny atak, mający zaskoczyć przeciwnika. Uderzyli na liczącą około 500-600 ludzi lekką jazdę stanowiącą straż przednią głównych sił.

Literatura jak i kinematografia ukształtowały wizję bardzo chaotycznej szarży husarzy, wbijających się w przeciwnika i tym samym załatwiających temat. Niewiele to jednak miało wspólnego z rzeczywistością.


Przeczytaj również „Australijskie Termopile” kiedy to trzech żołnierzy i dwa karabiny maszynowe musiało uratować kontynent i stanąć do nierównej walki z 20000 przeciwników. 


Zależnie od typu wojska przeciwnika Husaria stosowała „dopasowany styl walki”. Jeźdźcy szykując się do ataku na piechotę ustawiała się w luźnych trzech lub czterech szeregach. Dodatkowo do konia obok, było około 4 metrów. Duże odległości zapewniały możliwość zwrotów, omijania oraz przeciwnikowi było trudniej trafić w cel, niż w ciasnej formacji.

Taka formacja ruszała w kierunku wroga stępem, przechodząc kolejno w kłus , galop aby ostatnie trzydzieści metrów pokonać cwałem. Poszczególne etapy były wypracowane i dokładnie zaplanowane. Głównie chodziło o oszczędzanie sił konia (niekiedy szarżę powtarzano kilkukrotnie, dochodził również pościg za uciekającymi). Dodatkowo, o ile w pierwszych trzech, utrzymanie formacji było możliwe, to galopująca husaria nie mogła już zachować porządku – dlatego trwała tak krótko.

Warto dodać, że drugi szereg przechodził w cwał wcześniej niż pierwszy. Dzięki temu chwilę przed uderzeniem, druga fala uzupełniała straty pierwszej, zacieśniała formację i dawała największą moc przebicia

Husaria
Husaria

W przypadku ataku na jeźdźców tatarskich taktyka ulegała zmianie. Przeciwnik posiadał lekkie uzbrojenie i zwinne konie. Część wrogiego wojska zasypywała przeciwnika strzałami a następnie udawała ucieczkę, wciągając przeciwnika w zasadzkę. Wojska koronne walczyły jednak zbyt długo, aby dać się złapać w coś takiego. Nie umniejszało to jednak niebezpieczeństwa ze strony tatarskich jeźdźców. Uzbrojony w łuk wojownik, mógł z konia wystrzelić nawet dziesięć strzał na minutę. Dla husarzy nie było to aż tak wielkie zagrożenie z racji opancerzenia, jednak głównym celem były konie. Spieszony husarz szybko zostawał oddzielony od oddziału i mordowany.

Dlatego husaria, znając przeciwnika skupiała się na ataku przy użyciu broni palnej, która była bardzo groźna dla lekko ubranych Tatarów. Każdy husarz miał przy sobie pistolety, za oddziałem dodatkowo zazwyczaj jechała w wozach broń długa, muszkiety. Jednocześnie zacieśniano formację, tak aby nie dać szarpać swoich boków. Wojska koronne dążyły do zwarcia, jednak przeciwnik doskonale zdawał sobie sprawę, że w walce na broń białą, nie miał szans z doskonale uzbrojonymi husarzami.

Wojna pozycyjna

Szarża na niespodziewającego się ataku przeciwnika została przeprowadzona bardzo skutecznie. Do niewoli zostało wziętych dwóch tatarskich murzów (krymskich szlachciców). Niestety, przeciwnik również zyskał cennego jeńca – Mikołaja Tyszkowskiego. Husarzy, zorientowawszy się, na jak licznego przeciwnika się porwali szybko przeszli do odwrotu (po dokończeniu roboty ze strażą przednią). Niestety, ciężka jazda nie ma szans ucieczki przed Tatarami. Konstanty Zahorowski, zaprawiony w walkach dowódca, zarządził odwrót do pobliskiej wsi Hodów. Tam, spieszona husaria okopała się używając wszystkiego co miała pod ręką, ław, płotów, beczek, kobylic. Ich pleców strzegł staw, dzięki czemu przynajmniej atakiem od tyłu nie musieli się przejmować. Tak ufortyfikowani, szykowali się do ciężkiej bitwy z przeważającym liczebnością przeciwnikiem.

Co ciekawe, również wojsko tatarskie zeszło z koni i utworzyło swoje okopy, wykorzystując kosze, deski i wszystko co było pod ręką. Tym sposobem doszło do regularnego oblężenia.

Pozycje Polaków były zasypywane strzałami, kilkukrotnie nieprzyjaciel podchodził, próbując zdobyć pozycje husarzy, za każdym razem był odpychany. Tatarzy z jednej strony widzieli szansę zdobycia łupów i cennych jeńców, z drugiej, obawiali się strat jakie poniosą – przybyli przecież po bogactwo a nie śmierć.

Prawie każdy z koronnych był ranny, niektórzy kilkukrotnie. Kończyły im się kule, dodatkowo tracili siły. W lepszej pozycji był przeciwnik, który miał ogromne zasoby, pozwalające na ciągły atak.


Przeczytaj również: Czemu pokazujemy środkowy palec a nasi żołnierze salutują tylko dwom – Historia gestów.


Negocjacje

Po około sześciu godzinach walk, które nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, dowódca Gaz Gereja zdecydował się na wysłanie do obrońców negocjatorów. Polscy Tatarzy, Lipkowie, służący w wojsku tureckim po krótkiej wizycie w Hodowie, wrócili do dowódcy. Przekazali mu, że znają tych ludzi i pod oblężonym Kamieńcem Podolskim codziennie z nimi walczą i nie ma szans by się poddali. To są niepokonani wojownicy, którzy prędzej zginął co do jednego, zabrawszy ze sobą po kilku wrogów na głowę.

Tatarski dowódca chwilę się zastanowił, popatrzył na pole bitwy usiane jego ludźmi i zdecydował, że nie będzie weryfikować tej opinii – nakazał odwrót. Zaalarmowane w międzyczasie okoliczne miasta i forty całkowicie zaprzepaszczały wyprawę, najazd był nieudany i spalony. Wróg zdecydował się wycofać poza granice Rzeczypospolitej.

Polskie źródła podają, że zginęło od 2000 do nawet 4000 Tatarów, jednak należy patrzeć na te dane z dużą dawką sceptycyzmu. Nie zmienia to faktu, że spieszona husaria zwyciężyła w bitwie, w której na jednego koronnego przypadało około 100 nieprzyjaciół.

Obrońcy zapłacili również srogą cenę, zginęło kilkudziesięciu z nich, kilku trafiło do niewoli.

Po bitwie

Tatarzy swoich zabitych złożyli w kilku chatach i spalili. Koronnymi zaopiekowało się wojsko. Sam król Jan III Sobieski zadbał o nagrodzenie obrońców złotem i nowymi końmi. Na miejscu bitwy ufundował pomnik (który znajduje się tam do dnia dzisiejszego, odrestaurowany w 2014 roku). Nie zapomniano również o Mikołaju Tyszkowskim i pozostałych wziętych do niewoli. Zostali oni wykupieni zaraz po bitwie.

Po bitwie zebrano kilka wozów niepołamanych strzał. Uszkodzonych nikt nie liczył.

Jedynym sukcesem tej wyprawy było dostarczenie pożywienia do Kamieńca Podolskiego, będącego od 1672 roku w rękach tureckich. Była to zbyt potężna twierdza, aby ją zdobyć, dlatego wojska koronne próbowały wziąć ją głodem.

Husaria
chwalabohaterom.pl

Źródła

Zostaw po sobie ślad!