Dwunasta muza. Jeszcze kilka lat temu nie myślałem, że napiszę o sobie „gracz starej daty”. Oczywiście, śledzę nowości, sprawdzam tytuły, ale coraz częściej szukam gier pasujących  do tych, które kształtowały mój świat ładnych parę lat wcześniej. Szukam w nich doznań, które towarzyszyły mi przy pierwszych spotkaniach z danym gatunkiem lub takich walorów, jakie napotykałem przy ogrywaniu najlepszych przedstawicieli. Szczęśliwie, twórcy gier najwidoczniej również czerpią inspiracje z tych samych źródeł, gdyż na rynku pojawia się coraz więcej pozycji, nawiązujących do klasyków. Jest to całkowicie naturalne, w każdej dziedzinie po okresie szukania nowych ścieżek, twórcy zaczynają zerkać na te znane od dłuższego czasu – popatrzcie na przeplatające się epoki w literaturze: renesans i jego poszukiwanie źródeł, barok, który odrzuca surowość klasycyzmu nadając światu naturalne kształty. Następnie oświecenie wzywające do prostoty i porządku – tak wygląda cała nasza cywilizacja, nieustanne rozglądanie się w dwóch kierunkach.


Przeczytaj również „Raport z oblężonego miasta” opowieść o niecodziennej i bardzo dobrej grze – This War of Mine


Gry komputerowe są częścią sztuki – nie mam wątpliwości w tym temacie – podobnie jak literatura czy architektura. Na początku XX wieku ludzie patrzyli na pierwsze próby filmowe i zapewne nie myśleli o tym, że są świadkami narodzin dziesiątej muzy, nowej dziedziny w sztuce (potem narodziła się jeszcze jedenasta – telewizja). Podobnie jest z grami. Szczęśliwie mają już za sobą bolesne początki, przecieranie szlaków i kreowanie pewnych standardów. Również udało się im już zaistnieć w świadomości nie tylko graczy i osób ze środowiska, ale i postronnego widza. Oczywiście, jeszcze długa droga przed twórcami, aby trafić „na salony”, ale wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku.

muza
Machinarium – dwunasta muza

W sztuce odczucia jednostki są najważniejsze. Można przed jedną rzeźbą postawić kilka osób i każda odczyta ją inaczej. Wiąże się to z „kulturą” naszego mózgu. Każdy z nas, od maleńkiego jest kształtowany przez otoczenie. Chłoniemy wzorce od rodziców, rodzeństwa, idoli, z telewizji czy książek – to wszystko wpływa na nasze wewnętrzne ja. Człowiek, który od małego obcował ze sztuką w inny sposób zareaguje na wizytę w np. muzeum w Wilanowie, niż osoba, która z taką formą nie miała wcześniej styczności.


Zobacz również propozycję seriali na zimowe wieczory 2016


Oczywiście, nawet człowiek pierwotny czuł potrzebę namalowania i sięgał w swojej jaskini po węgiel i pędzel z mchu aby namalować ważne dla niego wydarzenia. Mamy genetycznie zapisaną potrzebę odczuwania i tworzenia piękna, lecz jest to tylko ziarno, które należy pielęgnować i rozwijać. Bez czynników zewnętrznych, nasza kulturowa dusza zostanie na poziomie ziarna.

muza
FEZ – dwunasta muza

Gry dają niesamowite możliwości kreowania świata. Podobnie jak w filmie, bardzo trudno postawić sobie granice, których nie da się przekroczyć – nasza wyobraźnia określa horyzonty. Czym jest ta cienka linia na widnokręgu? To właśnie to ziarno, genetyczny zapis odczuwania piękna. Każda rzecz, czynność, który rozwija nasze postrzegania świata jednocześnie odsuwa o kilka kroków horyzont wyznaczający granicę niemożliwości. Zerknijmy na osoby, które uchodzą za najwybitniejsze, odznaczające się i odciskające swoje imię w historii ludzkości.

Leonardo da Vinci, gdy rozmawia się o geniuszach, zazwyczaj pada jego imię. Wystarczy sięgnąć do wpisu Wikipedii „włoski renesansowy malarz, architekt, filozof, muzyk, pisarz, odkrywca, matematyk, mechanik, anatom, wynalazca, geolog”. Osoba nietuzinkowa, człowiek renesansu, wizjoner. Nie przyszło to mu jednak łatwo – był nieślubnym dzieckiem, nauczono go tylko pisać, czytać i liczyć, nie miał szans na pobieranie nauk uniwersyteckich, nie zasługiwał na nie. A jednak.. jego ziarno było mocne i domagało się pielęgnacji. Podobnie jak ludzie w jaskini Lascaux, czuli potrzebę nałożenia ochry na mech i pomalowania prostego konturu, tak młody Leonardo szkicował. Próbował, potykał się i wstawał. Niewykształcone kreski zostały docenione przez Andrea del Verrocchio, jego przyszłego mistrza, który umożliwił mu rozwinięcie skrzydeł.

muza
The Last of Us – dwunasta muza

Gdy Leonardo da Vinci tworzył swoje pierwsze nieporadne rysunki lub gdy kończył malować „Ostatnią wieczerzę” jego rękę prowadziła kultura, którą czerpał przez wszystkie lata swojego życia. Przelewał na płótno (ścianę) swoje ja, ukształtowane przez młodość na wsi, nauki u mistrza Andrea czy własne samodoskonalenie. Każdy z nas zapisuje w sobie kolejne kartki, które tworzą naszą księgę życia.


Przeczytaj również „Król, piraci i kawa” historię kawy, śmiałka który okradł króla oraz drugiego, który zrobił świetny interes na swojej odwadze.


Podobnie jest z grami. Wydaje się, że jest to tylko rozrywka, chwilowa, odprężająca, ot dla zabicia nudy. Zastanówmy się jednak, czy rzeczywiście tak jest. Każda gra to suma ziaren kilku osób, przejawiająca się w muzyce, grafice, fabule. Zostały one połączone w jedno dzieło. Włączając grę, zaczynamy kontemplować sztukę, wchodzimy w nią, poznając nie tylko to co jest widoczne ale również to, co autor chciał nam przekazać. Potrafimy docenić ciekawą i zaskakującą opowieść, która trzyma nas przy monitorze. Z przyjemnością rozglądamy się po świecie, dostrzegając świetne modele, grafiki, kreacje świata, która powoduje w nas to samo, czego doświadczamy patrząc na namalowane obrazy artystów.

Każdy tworzący gry jest artystą, kreuje coś nowego, pięknego, co ma za zadanie wzbudzać zachwyt w widzu. Nie ma znaczenia, że pędzel zastąpiła myszka a płótno piksele na monitorze, sztuką jest to, co potrafi zachwycić, skupić uwagę i zastanowić. Podobnie jak dawniej Leonardo, wielu twórców gier upada, dorasta i czeka na swoją chwilę. W tym momencie nie mówimy o nich jak o wielkich twórcach, podobnie było w początkach kina. Nazwiska, które teraz są wyznacznikiem najlepszych „pradawnych” jak George Stevens czy John Huston docenieni zostali po latach ciężkiej pracy.

muza
Haven Moon – dwunasta muza

Wiecie, co jest jeszcze fantastyczne w graniu? Że przeżywając grę, jednocześnie podlewamy swoje ziarno, rozwijając samego siebie. Wcielając się w bohatera, wchodzimy w jego opowieść, patrzymy na świat jego oczami i przenosimy nasze odczuwanie na to, co widzimy na ekranie. Dlatego odruchowo kulimy się, jak zeskakujemy z wysokiej skały i oszczędzamy nadmiernego cierpienia – pomimo, że jest to tylko wirtualna postać.

Przechodząc wspólnie świat gry, rozwijamy i swojego bohatera i swoje ziarno. Działa to bardzo podobnie do przeczytania książki, rozbudza wyobraźnię, poszerza horyzont i wzbudza ciekawość. Dwunasta muza.

Zostaw po sobie ślad!