Przerażeni ludzie patrzyli na łuny pożarów rozkwitające nad oddalonymi od nich o kilka kilometrów wioskami. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, co to znaczy. Jedni szeptali modlitwy, inni zaciskali dłonie na trzonkach łopat i kos. Wielu jeszcze nie potrafiło uwierzyć, że dokonują tego ich znajomi, sąsiedzi, często mężowie. Kilka miesięcy temu mogli siedzieć wspólnie przy jednym stole, rozmawiając i śmiejąc się przyjaźnie, teraz, rzuciliby się na nich z widłami…. Wołyń….


Wołyniak

Henryk Cybulski pochodził z biednej rolniczej rodziny, gdzie rodzice próbowali wykarmić dziesięcioro dzieci. Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał jak najszybciej opuścić dom rodzinny, poszukać zarobku i dachu, tak aby odciążyć rodzinę. Jak prawie każdy Wołyniak znał się na myślistwie. Od małego przyglądał się polowaniom ojca a w wieku szesnastu lat, otrzymał swój pierwszy belgijski flower.

Obok dobrego oka, miał również wielki talent do biegania, na wszystkich dystansach stając do równej walki z zawodowcami. Szybko zdobywał tytuły mistrzowskie, w tym okręgu wołyńskiego. W późniejszym okresie bardzo mu to pomogło w usamodzielnieniu się. Członkostwo w Klubie Sportowym Przysposobienia Wojskowego Leśników w Łucku zapewniło mu pracę w nadleśnictwie. Miał pieniądze, pracę i mógł inwestować w swoje umiejętności.

Z takiej sielanki wyrwał go wrzesień 1939 roku. Ku jego zaskoczeniu, nie otrzymał mobilizacji. Zdarzały się takie pomyłki w chaosie kampanii wrześniowej. Wraz z 17 września i wkroczeniem Armii Czerwonej zmuszony został do porzucenia myśli o mobilizacji i powrotu do leśniczówki.

Któregoś zimowego dnia, przyszli do niego czerwonoarmiści i został aresztowany. Jak się później zorientował, wszyscy jego znajomi leśnicy zostali schwytani. Pomimo braku zarzutów zostali zapakowani w pociąg i wysłani do wycinki tajgi, daleko na północno-wschodni kraniec Rosji.

Do domu

Nie dał się jednak zbyt długo więzić, przetrwał zimę, zahartował się i poznał tajgę. Pewnego lipcowego dnia podszedł do swoich kolegów i oznajmił im, że wraca do domu. Ci, którzy pracowali z nim od miesięcy przy wycince drzew, wiedzieli, że rwał się do ucieczki od dawna. Gdy przyszedł ten dzień tylko pokiwali głowami i podzielili się z nim kilkoma kromkami chleba oraz błogosławieństwem.

Umiejętności zdobyte w tajdze, doświadczenie leśnika oraz kondycja biegacza dawały mu szansę na pokonanie niegościnnych ziem Syberii, Koła Podbiegunowego oraz samej Rosji. Szedł osiem tygodni, dziennie pokonując pięćdziesiąt – sześćdziesiąt kilometrów. Wycieńczony i głodny pokonał Wołgę, największą rzekę Europy (pięć razy próbował zanim mu się udało ją przepłynąć).

I tak, po tygodniach marszu stanął na Wołyniu. Odwiedził swoich rodziców, którzy nie mogli uwierzyć w to, że widzą go żywego. Sam, powoli zdawał sobie sprawę z tego, jakiego czynu dokonał. Nie miał jednak czasu na nacieszenie się bliskimi. Wioska nie była duża i wieść o jego powrocie rozeszła się błyskawicznie. Tylko kwestią czasu było to, kiedy dotrze ona do władz, które nie będą zbyt miłe dla uciekiniera z łagru. Cybulski pożegnawszy się z rodziną ruszył znowu w drogę, tym razem w poszukiwaniu spokojnego miejsca, w którym nikt go nie znał.

22 czerwca 1941 Niemcy uderzyły na Związek Radziecki. Cybulski postanowił wrócić do swojej rodzinnej miejscowości, Przebraża, gdzie objął posadę leśnika. Rosjanie byli zajęci obroną, Niemcy nic do niego nie mieli a Ukraińcy.. lepiej było mieć ich na oku.


Przeczytaj również o ostatniej wielkiej epidemii która spadła na umęczony Wielką Wojną świat. Zachorował na nią Walt Disney, prezydent USA, królowie, bogacze i 1/3 populacji świata.


Partyzanci

W tym czasie w okolicznych lasach zaczynały powoli zawiązywać się pierwsze oddziały partyzanckie. Jeszcze nie wiedziano o nich zbyt wiele, pogłoski mówiły o żołnierzach żydowskich, walczących w imię pomordowanych przez Niemców i Ukraińców podczas likwidacji getta w Łucku. Cybulski nie wchodził im w drogę, nie donosił o odnalezionych składach pożywienia a nawet stawał za osobami, które były oskarżane o współpracę z partyzantami. Był jednak leśnikiem, który przynajmniej oficjalnie, współpracował z władzą okupacyjną.

Partyzancka przysięga żołnierzy 27 Wołyńskiej DP AK, zima 1944
Partyzancka przysięga żołnierzy 27 Wołyńskiej DP AK, zima 1944

Dlatego pierwsze spotkanie z partyzantami nie należało do najprzyjemniejszych. Co ciekawe, Henryk sam sobie zapewnił taki los. Pewnej zimowej nocy do drzwi jego leśniczówki dobijał się jakiś mężczyzna. Intuicja leśnika podpowiadała mu, że nie jest to przyjacielska wizyta, dlatego uciekł przez okienko w kuchni, na bosaka, w bieliźnie, ubrany tylko w narzucone na plecy futro. Biegnąc tak nocą natknął się na przyczajonych w rowie mężczyzn, nie dał jednak im szansy na reakcje, puszczając się biegiem w drugą stronę. W rezultacie pół nocy spędził w stogu siana, potem schował się u swojego kolegi leśnika.

Co się okazało, rzeczywiście do jego drzwi pukali partyzanci, którzy chcieli go ostrzec, że będzie akcja we wsi i żeby się nie wychylał, bo nie chcą, aby ucierpiał dobry człowiek.

Późniejsze kontakty z jak się okazało polskim partyzantami odbywały się już w spokojniejszej atmosferze. Cybulski współpracował z nimi, służąc informacjami oraz znajomością terenu. Były to jego pierwsze szlify w walce z okupantem i ukraińskimi schutzmanami „czarną policją”. Tak dotrwał do wiosny 1943 roku.

Pierwsze złe wieści

Wtedy to zaczęły do niego docierać pierwsze informacje o bandach UPA, które napadały na polskie wsie. Były to informacje tak niewiarygodne a jednocześnie makabryczne, że trudno było je przyjąć za prawdę. Przynosili je jednak walczący w lasach, podając nazwy miejscowości, daty i liczby pomordowanych. Partyzanci przedstawili Cybulskiemu swoją sytuację, opowiedzieli, że teraz nie skupiają się na walce z hitlerowcami ale na pomocy rodakom. Należało organizować samoobronę, zbroić i szkolić ludzi, by mogli odpierać ataki band.

Już na samym początku okupacji hitlerowskiej w miastach, miasteczkach i wsiach pojawiały się plakaty, podpisane przez Banderę „Smert Lacham, Żydam i Moskwiczam”. Polacy wiedzieli, że nie są to puste słowa i nadchodzą trudne dni. Dlatego też skutecznie organizowano broń, zabierając ją uciekającym i rannym żołnierzom radzieckim. Zabezpieczana, lądowała w ziemi, aby „była gotowa”, gdy pojawi się konieczność.

Nie tylko Przebraże walczyło. Mapa Polskiej samoobrony
Nie tylko Przebraże walczyło. Mapa Polskiej samoobrony

Los Żydów

Latem 1942 roku Niemcy rozpoczęli czystki wśród Żydów. Likwidowano getta, pacyfikowano całe wsie i miasteczka. Dziesięć kilometrów od rodzimej miejscowości Cybulskiego, znajdowała się Zofiówka, zamieszkała w większości przez Żydów. W sierpniową noc przyjechało tam kilku esesmanów i jedenaście ciężarówek załadowanych ukraińskimi schutzmanami. Wymordowano prawie wszystkich, pięć tysięcy ludzi. Niewielu udało się uciec,  Była to część akcji, która objęła cały Wołyń.

Ukraińcy współpracowali z Niemcami. Wizja okupantów, aby oczyścić Wołyń z Żydów a następnie Polaków bardzo pasował w idei „smostijnej” Ukrainy, głoszonej przez przywódców, Banderę i Bulba. Niemcy nie tylko im nie przeszkadzali w porządkowaniu okolicy po swojemu, ale również pomagali dając broń, umundurowanie i sprzęt.


Zapraszam do wpisu o jedynej bitwie II wojny światowej na kontynencie amerykańskim. O zajęciu terytorium USA przez Japonię i o krwawym odbiciu: Wyspy na końcu świata: Wojna na Pacyfiku


Los Polaków

Ukraińcy używali zazwyczaj trzech haseł, które dawały im pretekst do niszczenia ludności polskiej. Zarzucano im ratowanie Żydów, współpracę z partyzantami oraz przechowywanie broni. O ile początkowo, służyli oni okupantowi to w połowie 1942 roku rozpoczęli porzucanie służby Niemcom i wchodzenie do lasów. Zrzucało to z nich obowiązek porządkowy a pozwalał na nieskrępowane mordowanie wrogów – Polaków.

13 listopada 1942 roku doszło do pierwszej zorganizowanej akcji przeciwko ludności polskiej. Ofiarą padła wieś Obórki. Początkowo oddziały UPA uprowadziły wszystkich mężczyzn, dwa dni później zgromadzono pozostałe kobiety i dzieci w jednym z budynków. Po kilka osób były wyprowadzane do pobliskiej szopy, która stała się miejscem kaźni. Z całej wioski przeżyła jedna kobieta, Stanisława Trusiewicz. Ciała pomordowanych zostały pochowane w zbiorowej mogile przez mieszkańców pobliskich wsi.

Ocalona została przez kilka ukraińskich rodzin, które ryzykując życie swoje i swoich bliskich ukrywały ją do wiosny kolejnego roku. Wtedy udało jej się dotrzeć do Przebraża.

Foto: wolyn1943.eu.interiowo.pl
Uciekinierzy, którzy znaleźli schronienie w Przebrażu. Główny wróg UPA. Foto: wolyn1943.eu.interiowo.pl

Ukraińska Powstańcza Armia

Zima 1942 roku powstrzymała eskalację konfliktu. Gęsty śnieg przykrył zgliszcza spalonych domów a mróz skutecznie hamował zapędy do rozniecania kolejnych pożarów. Jednak zbrojenie się trwało w najlepsze. Po Wołyniu krążyli „emisariusze-atamani”, wzywający młodych do wstępowania w szeregi Ukraińskiej Powstańczej Armii.

UPA była to formacja zbrojna, działająca na terenie Wołynia i Galicji Wschodniej. Celem jej było utworzenie niepodległego i jednonarodowego państwa ukraińskiego. Organizacja ta walczyła głównie przeciwko władzom niemieckim (ale również z nimi współpracowała), Polakom (ludności cywilnej i partyzantom) i Rosjanom.

Niestety również kościół prawosławny opowiedział się za krwawymi bandami

(…) za zabicie Lachów w tworzeniu wolnej Ukrainy grzechu nie będzie – upewniali swoich wiernych. – Nie trzeba zważać na nic i nie kierować się sumieniem (…)”.

Ks. greckokatolicki (proboszcz) Pałahyćkyj

Wraz z roztopami, w marcu 1943 roku ruszyły pierwsze sotnie band UPA..

Przebraże

Przebraże było dużą wioską liczącą sobie około dwóch tysięcy mieszkańców. Dookoła niej znajdowały się mniejsze wioseczki kolonie, wszystkie zamieszkałe przez ludność polską. Była to duża wyspa w morzu ukraińskich osiedli dookoła z silnym poczuciem solidarności narodowej, kultywując swoje pochodzenie i język. Oczywiście nie była to jednobarwna kompozycja, mieszkało tam wiele rodzin mieszanych, wiele osób, które przeszły z prawosławia na katolicyzm – wioski nie zamykały się na obcych, były otwarte, utrzymywały kontakty z sąsiadami.

Wraz z pierwszymi informacjami o mordach mieszkańcy zaczęli organizować samoobronę. Początkowo było to około 25-30 osób wyposażonych głównie w kosy. Dodatkowo po okolicznych wioskach rozstawiono czujki. Po rzezi, dokonanej na osadzie Ostrów mieszkańcy Przebraża wystąpili do władz niemieckich o wydanie im broni, tak aby mogli się bronić przed „bandami z lasu”. Niemcy udzielili zgody na posiadanie 15 sztuk broni palnej.

Posiadając zgodę na legalizację broni, przystąpiono do jej gromadzenia – w dużo większych ilościach niż 15 sztuk. Kupowano od żołnierzy niemieckich i węgierskich, wykopywano. W wiosce powstała rusznikarnia w której produkowano karabiny Sten. Wymontowano nawet dwa działka kaliber 45 mm ze zniszczonych wraków rosyjskich czołgów.

W kwietniu 1943 roku do Przebraża powrócił Henryk Cybulski, pseudonim „Harry” i objął dowództwo nad rodzącą się samoobroną. Obroną cywilną zajął się były legionista, Ludwik Malinowski. Szybko przebudowano struktury oddziałów, tworząc cztery kompanie po około 120 ludzi. Dodatkowo powołali pluton kawalerii liczący 40 osób. W szczytowym momencie oddziały obrony wioski liczyły sobie do tysiąca ludzi, wszyscy byli skoszarowani i karmieni przez kuchnię polową. Zasięg obronny oddziałów Przebraża obejmował wszystkie okoliczne wsie, zostały one dodatkowo okopane i otoczone zasiekami.

Nie ograniczano się również do ochrony tej ludności, która już dotarła do bezpiecznego miejsca. Przebraż wysyłał specjalne konwoje do zagrożonych wiosek, które zabezpieczały bezpieczną drogę dla ich mieszkańców (np. 3 tysiące Polaków z miejscowości Kołki).

dow
Sztab – od prawej strony na dole, Henryk Cybulski, Ludwik Malinowski, Albert Wasilewski. Foto: wolyn1943.eu.interiowo.pl

Pierwsze walki

Nocą z 4 na 5 lipca pojawiły się łuny nad okolicznymi wioskami. Wkroczyły tam oddziały UPA, które podpalały okoliczne polskie wsie. Niestety, były one zbyt daleko, by objąć je pierścieniem obronnym. Nad ranem 5 lipca ukraińskie oddziały ruszyły na Przebraż. Zmusiły broniącą północnego odcinka kompanię do wycofania się, szczęśliwie z odsieczą przyszły odwody, doprowadzając do przerwania ataku. W starciu zginęło sześciu Polaków i jeden Ukrainiec. Wycofujące się oddziały UPA ostrzelały jeszcze obrońców z broni moździerzowej.

Po bitwie, obrońcy zebrali i pochowali około 500 pomordowanych mieszkańców okolicznych wiosek. Był to jasny komunikat, że przetrwać uda się tylko walcząc razem, do ostatniego. Pierwszy atak wyszedł również na dobre obrońcom. Zauważone zostały braki w umocnieniach, przeprowadzono również poprawki w rozłożeniu sił.


Przeczytaj również: „Najlepszą obroną jest atak” Jak to nasi żołnierze wkroczyli do Rzeszy podczas kampanii wrześniowej 1939. 


Wołyń, Krwawe żniwa

Ogromna rzesza uciekinierów spowodowała, że dowództwo musiało się zastanowić w jaki sposób uda się wyżywić wszystkich ludzi. W polach dojrzewało zboże, jednak wyjechanie po nie było bardzo ryzykowne. Cybulski i Malinowski zdecydowali o dokonaniu zbiorów z pól w asyście wojska. Z kosami wychodzili rolnicy, a dookoła w pogotowi stali żołnierze. Podczas jednej z takich wypraw doszło do potyczki z malutkim patrolem UPA. Zostali szybko przegonieni.

Chwilę później rozpętało się piekło, do walki wkroczyło 3500 Ukraińców, zgromadzonych niedaleko i szykujących się do kolejnego szturmu na Przebraż. Zboże było bardzo ważne, dlatego dowództwo zdecydowało się przyjąć bitwę w otwartym polu – rzucono do walki prawie wszystkie oddziały, broń białą wydano również cywilom.

Front rozciągnął się na kilka kilometrów i wymiana ognia trwała aż do później nocy. Dopiero sprowadzone działka 45mm oraz zniszczenie ukraińskiego taboru z amunicją doprowadziły do przełamania. Po raz drugi UPA musiało wycofać się, oddając pola Polakom.

Trzecia bitwa

Do najważniejszej i ostatecznej bitwy doszło w połowie sierpnia. Dowództwo UPA nie mogło pogodzić się z istnieniem dobrze zorganizowanej samoobrony na „ich” terenie. Przeprowadzono mobilizację zdolnych do walki mężczyzn z okolicznych wsi, ściągnięto posiłki i przygotowano się lepiej, niż podczas wcześniejszych szturmów. Szacuje się, że po stronie Ukraińskiej było około 6 tysięcy „wojskowych” i drugie tyle chłopstwa, uzbrojonego w siekiery, widły i kosy.

Tym razem jednak nie zakradali się do nieświadomych niczego sąsiadów. Strona Polska również nie próżnowała. Wzmocniono własne siły samoobrony (około 400 ludzi przeszkolonych i przydzielonych do oddziałów), z pomocą przybył również oddział AK w sile 107 ludzi ( pod dowództwem ppor. Jana Rerutki ps. Drzazga ) oraz co ciekawe, partyzantka radziecka (około 210 ludzi, w tym kawaleria w sile około 50 ludzi).

Pomimo ponad sześciokrotnej przewagi UPA, nie udało im się pokonać obrońców. Polacy walczyli o życie, nie mogli spodziewać się miłosierdzia, znając doskonale historie z okolicznych wsi. Pomogła im doskonała praca wywiadowcza, dzięki której Cybulski wiedział o planach ataku i mógł wzmocnić najtrudniejsze odcinki. Również bardzo dobrze rozplanowane i wybudowane umocnienia skutecznie utrudniały ataki.

Gwoździem do trumny był dobrze skoordynowany kontratak oddziałów samoobrony i partyzantów, uderzających ze wszystkich sił. Atakujący poszli w rozsypkę, a obrońcy przeszli do kontrofensywy, spychając uciekających Ukraińców. 

To nie koniec

Wojska stacjonujące w Przebrażu po zwycięskiej bitwie nie pozwoliły na odebranie sobie inicjatywy. Broniły okolicznej ludności do samego końca, jednocześnie prowadząc akcje zaczepne, niszcząc placówki UPA w okolicy.

Ukraińcy nigdy nie zdobyli Polskiej twierdzy. Samoobrona została rozwiązana dopiero gdy wkroczyła Armii Czerwonej. Dekretem nowych władz mieszkańcy Przebraża i okolic zostali przesiedleni na zachód, na „ziemie odzyskane”.

Dalsze losy Henryka Cybulskiego, Ludwika Malinowskiego oraz pozostałych dowódców nie były łatwe. Wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej zmuszeni zostali do ucieczki i ukrywania się przed polującym na nich NKWD. Według Władysława Filara członkowie samoobrony walczyli aż do Berlina, lecz brak jednoznacznych źródeł.

Osada została przemianowana przez nowe władze na Hajowe, przez wiele lat temat pomordowanych był omijany przez miejscową ludność. Staraniem rodaków, został odnowiono zapomniany cmentarz wojenny, nawiązujący do tamtych wydarzeń.

Wołyń
Zdjęcie z wolyn1943.eu.interiowo.pl | Wołyń

Źródła „Wołyń”

Henryk „Harry” Cybulski oraz dowódca cywilny, były legionista Ludwik Malinowski dali w szczytowym momencie (lato 1943 roku) schronienie dla 12-20 tysięcy Polaków.

Zostaw po sobie ślad!