Tak, wiara rodziców.

Tak, Rick miał pecha. Gdy się rodził, pępowina obwinęła się wokół jego szyi, doprowadzając do niedotlenienia mózgu. W wyniku tego nieszczęścia, został przy narodzinach skazany na paraliż kończynowy wraz z porażeniem mózgowym. Rodzice usłyszeli od lekarzy, że nigdy nie będzie chodzić, mówić, że najprawdopodobniej całe życie będzie „warzywem”.

Jego rodzice nie poddali się, nie oddali syna do specjalnego zakładu. To było ich dziecko i chcieli je wychować jak tylko mogą najlepiej. Lekarze mieli wątpliwości, czy Rick „jest” w swym ciele. Jego opiekunowie byli o tym przeświadczeni. Widzieli jak wodzi wzrokiem, jak reaguje na ich głosy. Rodzice walczyli o jego normalne życie, próbując zapisać go do szkoły, chodząc na spacery, basen, ucząc w domu.


Przeczytaj również o niesamowitej wyprawie na koniec świata. O determinacji aby przeżyć, o nieludzkim wysiłku i niesamowitym szczęściu. Ostatnia wielka wyprawa polarna


„Hello World”

W 1972 roku sprowadzili do swojego domu grupę inżynierów, którzy mieli za zadanie spowodować aby chłopiec mógł się komunikować ze światem zewnętrznym. Zbudowany został specjalny komputer, dzięki któremu Rick mógł używając głowy zaznaczać kolejno każdą z liter, tworząc słowa.

Go Brunins

Tak brzmiały pierwsze słowa „wypowiedziane” przez Rica, poprzez jego nowy komputer. Wszyscy spodziewali się czegoś w stylu „Mama”,”Cześć”. Zostali jednak bardzo zaskoczeni. Zdanie „Do boju Brunins” pokazało, że chłopiec jest zapalonym kibicem bostońskiej drużyny.

Wiara i walka

W 1975 roku rodzicom udało się zapisać Ricka do szkoły. Chłopiec miał się uczyć ze swoimi rówieśnikami. Jego mama i tata wierzyli, że da radę. Nie zawiódł ich, ukończył szkołę podstawową, następnie liceum. Poszedł również na studia gdzie zdobył dyplom uniwersytecki w 1993.

Tato, gdy biegnę, czuję się jakbym nie był niepełnosprawnym.

Tak
Kolejny maraton – Tak! Ty możesz

Wiosną 1977 odbywał się charytatywny bieg na 5 mil, poświęcony sparaliżowanemu w wypadku zawodnikowi jednej z drużyn grających w lacrosse (odmiana hokeja). Rick powiedział swojemu tacie, że chce w nim wystartować. Chciał pokazać, że życie toczy się dalej, niezależnie od tego co przyniesie.

Pierwsze metry

Dick Hoyt, tata Rica, jest emerytowanym żołnierzem. W 1977 roku nie miał doświadczenia w biegach, jednak zgodził się przebiec dystans pchając wózek ze swoim synem. Wystartowali, wzbudzając ogromne zainteresowanie ale i sporo negatywnych emocji. Organizatorzy nie wierzyli, że uda im się przebiec milę, ojciec i syn przebiegli całość. Po powrocie do domu Rick był bardzo szczęśliwy, mówił, że w tym momencie nie czuje się niepełnosprawny. Dick nie potrzebował nic innego, całe życie walczył o syna i te słowa były dla niego najcenniejsze. Zaczęli myśleć o kolejnych startach.

Zaraz po pierwszym biegu Dick rozpoczął codziennie treningi. Biegał z workiem cementu włożonym do pchanego wózka inwalidzkiego. Jego syn w tym czasie był w szkole i nie mógł brać udziału w treningu, ojciec zaś, chciał mieć jak najlepszą kondycję.

Pobiegniesz ze mną maraton?

Mając już pierwsze szlify w kilku różnych biegach, Rick zapragnął ukończyć pełen bostoński maraton. Zapytał swojego tatę, który szybko się zgodził, chociaż miał obawy – nie był to dystans 5 mil tylko 42 km 195 m. Determinacja ojca i syna była jednak wystarczająca, w 1981 roku przekroczyli metę pełnego maratonu.

Dzień Ojca

Apetyt rósł w miarę kończenia kolejnej mety. Kilka biegów później syn zapytał, czy wystartują w triathlonie. Tym razem tata nie zawiódł syna i się zgodził. Miał prawo odmówić, nie potrafił pływać a na rowerze nie jeździł od dzieciństwa. Jednak się zgodził. W oczekiwaniu na start pobierał lekcje pływania a w wolnym czasie budował specjalny rower, z miejscem do siedzenia z przodu, tak aby Rick mógł wszystko widzieć. Ich pierwszy triathlon ukończyli w 1985 roku, w Dzień Ojca.


Przeczytaj o niesamowitej potyczce. Czterystu husarzy i pancernych walczyło z całą armią, kilkudziesięcioma tysiącami tatarów – i się nie poddało. Husaria za płotem


Żelaźni ludzie

Ekstremalną odmianą triathlonu jest jego odmiana „Ironman”. Rywalizacja prowadzona jest na dystansach: 3,86 km pływanie, 180,2 km jazda na rowerze i 42,195 km. W nim również wzięli udział Dick i Rick Hoyt – i go ukończyli. Do tej pory… sześciokrotnie.

Co jeszcze możemy zrobić

Wspólnie udało im się przebiec i przejechać na rowerze dystans 3,735 mil w 45 dni – tak, całe Stany Zjednoczone od zachodu do wschodu.

W maratonie Bostońskim brali udział ponad 30 razy. Biegli również w 2013 roku, kiedy doszło do zamachu bombowego. Do strefy wybuchu mieli około mili w momencie detonacji, szczęśliwie nic im się nie stało.

Maraton bostoński w 2014 roku był ostatnim, w którym wzięli wspólnie udział. Ponad 70 letni Dick, postanowił wstrzymać się od udziału. Jego syn pobiegnie wspólnie z przyjacielem rodziny. Tata zaś, będzie czuwać tym razem nad całym maratonem – poproszony został przez organizatorów aby został „przewodniczącym”, gościem honorowym.

Chciałbym najbardziej, by mój ojciec usiadł na wózku i choć raz to ja mógłbym go pchać

Ojciec cały czas powtarza, że nie umiałby biegać bez wózka przed nim, że Rick motywuje go do działania. Syn, chciałby chociaż raz zamienić się miejscami i móc odwdzięczyć się tacie. Jednak już raz mu się to udało. W 2003 roku Dick miał zawał serca, gdyby nie ponadprzeciętny stan zdrowia jego organizmu, już by nie żył.

Meta?

Jest masa statystyk pokazujących ile biegów i w jakim czasie udało im się skończyć, informacje o ponad 1000 przekroczonych met. Nie jest to jednak najistotniejsze. Udało im się pokazać, że zawsze jest nadzieja. Nie dawano szansy Rickowi, jego rodzice i on sam pokazali, jak bardzo się mylili. Udowodnili, że niepełnosprawność to nie jest wyrok, że można żyć i można osiągać to, o czym często zwykły człowiek nie myśli. Nauczyli ludzi również tolerancji, większego zrozumienia i akceptacji ludzi, którzy zostali dotknięci nieszczęściem.

Pokazali również siłę rodziny, najbliższych. Miłości rodziców do syna i tego co potrafią zrobić dla swoich dzieci. Warto docenić ich poświęcenie.

Dziękuję Siostrze za zainspirowanie.

Dziękuję Rodzicom, za to, że są wyjątkowi.

Ze wszystkich sił

Poniżej zapowiedź filmu „Ze wszystkich sił” nawiązującego do historii Team Hoyt


Źródła

Zostaw po sobie ślad!