Morskie opowieści. Zostaliśmy przyzwyczajeni do widoku szczęśliwie żeglujących, ucztujących marynarzy, którzy co kilka dni przybijają do portu, zabawiają się i ruszają dalej. Jednak w rzeczywistości wyglądało to całkowicie inaczej, było to ciężkie życie, dyktowane władzą kapitana, zachciankami natury i odpornością własnej psychiki.

Morskie opowieści

Podpisanie musterroli (zaciągu na okręt) często nie było aż tak łatwą i przejrzystą sprawą. Najlepszym przykładem jest flota Wielkiej Brytanii. Wojny prowadzone przez imperium na morzach całego świata powodowały ciągłe zapotrzebowanie na nowych żeglarzy. Jednak warunki panujące na okrętach oraz kiepskie opłacanie służby powodowały, że były problemy z rekrutem.

Chwytano się więc najróżniejszych metod, od wciągania na listę młodych chłopców (przykładem młody Francis Drake, słynny angielski korsarz, który zaciągnął się jako ledwie młodzieniaszek) poprzez rekrutację typów o szemranej opinii (morze i kapitan albo ich nauczyło pokory, albo zabrało), aż po chwyty „poniżej pasa”.

Od XVII wieku postrachem angielskich miast portowych i statków handlowych była Impress Service – służba werbunkowa, potocznie press-gang. Były to oddziały, kierowane przez oficerów, które za cel miały zaciągnąć delikwenta do Royal Navy. Celowano w zdrowych mężczyzn w wieku od 15 do 55 lat, z czasem podniesiono minimalny próg do 18 (często omijano te widełki). Często zdarzało się, że okręt wojenny podpływał do handlowego i albo dokonywał wymiany „załogi” albo rekwirował część załogi w zamian za wypuszczenie okrętu. Kapitanowie statków handlowych, zdając sobie sprawę z tej formy rekrutacji, najcenniejszych marynarzy chowali w skrytkach.


Przeczytaj również: 102 dni gehenny Arcturusa. Walka ze sztormem, ogromnymi falami, trzy miesiące bez silników. Polskie kutry były obecne na wszystkich morzach świata i miały zadziwiające przygody.


Służba werbunkowa prowadziła również łapanki w karczmach. Pijany lub śpiący kandydat był chwytany i zaciągany do punktu werbunkowego. Tam stawiano przed nim dwie możliwości – albo zostanie zawleczony na okręt i na nim wypłynie, albo wybierze podpisanie musterroli , dostanie odprawę dla ochotników i również, tym samym okrętem wypłynie w morze.

Często, na wieść o brance w danej wsi lub miasteczku dochodziło do nagłej ucieczki większości mężczyzn. Służby werbunkowe broniły się przed tym obstawiając wyjazdy oraz organizując pościgi. Dochodziło również do walk, pomiędzy łapiącymi a obrońcami.

Ostatni zaciąg odbył się w 1815 roku, co ciekawe, zapis o przymusowym poborze do floty jest nadal w mocy.

Spłacanie zdechłego konia

Podczas przygotowań do długiego rejsu marynarzom wypłacano zaliczkę. Miała ona iść na zaopatrzenie potrzebne na przetrwanie długiej wyprawy, lecz oczywiście w większości była przepijana. W pierwszych dniach żeglugi utarło się powiedzenie, że miesiąc pracuje się na „zdechłego konia”, czyli że ich praca nie przyniesie żadnych korzyści. Za to okres spłacenia pracą zaliczki wiązał się z wielką radością. Ostatnia noc pierwszego miesiąca była świętowana przez całą załogę. Żaglomistrz przygotowywał kukłę konia, która była ciągnięta po pokładzie, do „Biednego staruszka”, mistrza ceremonii, najstarszego wiekiem marynarza. Każdemu ciągnącemu wypłacał on porcję rumu, następnie kukła wciągana była na grotreję, gdzie czekał już z nożem najmłodszy żeglarz. Przecinał on linę, a kukła spadała do wody. Tak kończył się okres spłaty zaliczki.

A w tle słychać było

ZDECHŁY KOŃ


1. Staruszku biednyś na psy zszedł,
– No i dobrze, no i klawo!
Staruszku, biedny koń twój zdechł.
– O, biedny koń!

2. A że już zdechł, to skórę zdejm,
Sprzedamy ją za groszy pięć.

3. Przez cały miesiąc gnębił nas,
Aż przyszedł wreszcie zemsty smak.

4. Za krwawy pot nie płacił nic,
Zapłaci teraz świński cyc!

5. A za to, że nam zbrzydzał świat,
Wepchniemy handszpak w tłusty zad!


6. Wciągniemy go na rei nok,
Do morza stamtąd jeden krok.

7. Chciał z cudzej pracy czerpać zysk,
Pomoczy teraz w morzu pysk.

8. Na naszym trudzie tak się spasł,
Wybierać fał – hej, wszyscy wraz!

9. I jeszcze raz, a będzie dość,
I jeszcze raz skończony gość.

10. Staruszku biednyś na psy zszedł,
Staruszku, biedny koń twój zdechł.



Czas wolny

W okresie gdy okręt stał na kotwicy lub żagle czekały na wiatr, gdy już wszystko co było do zrobienia, zrobiono, czasami padała komenda „Cała załoga do swawoli!”. Była to dość ryzykowna komenda, polegająca na oddaniu pokładu marynarzom. Mieli oni wtedy prawo do zabawy a kapitan nie przeszkadzał. Znany również jako „Sądny dzień”, „Wieża Babel” lub „Dzień murzynów”.

Oprócz tego wyjątkowego okresu, marynarze zajmowali czas grami znanymi z filmów – w kości, pięć palców. Często zabijano czas poprzez ćwiczenia fizyczne, takie jak walka na pięści, przeciąganie liny czy obkładanie się odbijaczami. Mniej znanymi, ale równie popularnymi były warcaby czy karty.

 Morskie opowieści
Hiszpański Galeon [ http://www.stephenbiesty.co.uk/ ] Morskie opowieści

Sen

Warunki, w których marynarze mogli się zregenerować zależały od okrętu na którym pływali. Jedno jest pewne – zawsze brakowało miejsca. Zazwyczaj spali w części mieszkalnej okrętu, w tzw. kubryku. Toczyło się tam również normalne życie, rozmowy, śpiewy a na noc rozwieszano hamaki.

Zawsze na któregoś z nich przypadał obowiązek nocnej warty, tzw „warty cmentarnej”. Szczęśliwcy, którym przypadła ta służba, musieli mieć się na baczności. Kary za przymknięcie powiek były bardzo surowe, od przywiązania do masztu aż po powieszenie za ramiona. Marynarze, aby nie zasnąć wcierali sobie tytoń pod powieki, piekło okropnie ale pomagało w walce ze snem.


Przeczytaj również „Król, piraci i kawa” historię kawy, śmiałka który okradł króla oraz drugiego, który zrobił świetny interes na swojej odwadze.


Kobiety

Kobiety na pokład miały wstęp tylko za zgodą kapitana. Ogółem przyjmowało się, że płeć piękna na okręcie przynosiła pecha. Różne były wytłumaczenia tego przesądu. Jeden z nich, tłumaczył to w ten sposób – zazwyczaj statki miały nazwy kobiece, dodatkowo dla marynarzy były ukochanymi kobietami. Posiadały również temperament i charakter dam i mogły być zazdrosne, właśnie o inne towarzyszki.

Jedno jest pewne, obecność kobiet była wbrew regulaminowi. Dlatego często po wyjściu z portu sprawdzano stopy śpiących marynarzy, w poszukiwaniu kobiecych. Znaleziona towarzyszka szybko opuszczała okręt, niezależnie czy stał w porcie czy już z niego wypłynął.(Artykuł II regulaminu obowiązującego we flocie króla Zygmunta III )

Kary

Wiadomo wszystkim, że władzę absolutną na okręcie sprawował kapitan. Od momentu wypłynięcia z portu był on Alfą i Omegą, panem życia i śmierci, pierwszym po Panu Bogu. Jednak nie była to władza dyktowana tylko jego zachciankami. Na okrętach, jak w każdym miejscu gdzie przebywa więcej ludzi, wytworzył się morski kodeks prawny, dobrze znany każdemu przebywającemu na pokładzie. Większość okrętów królewskich tamtego okresu kierowało się zbiorem praw podyktowanym przez ich mocodawców. Np. w imieniu Polskiego króla Zygmunta Augusta, w 1571 roku Komisja Morska wydała „Ordynację”. Był to spis regulaminów obowiązujących na okrętach oraz prawa i obowiązki ludzi na nim przebywających. Zapisane zostały również kary, które mógł zasądzić kapitan, od w miarę lekkich aż po skazanie kogoś na śmierć, i to wcale nie łagodną.

Bardzo popularną metodą karania była chłosta. Stosowano ją za najróżniejsze przewinienia, marynarz mógł ją otrzymać za zbyt wulgarną mowę, opieszałość przy wchodzeniu na reje lub niedbałość. Prawo Korony jak i innych krajów (np. angielskie) wyraźnie nakazywały kapitanowi ukaranie osoby przeklinającej i bluźniącej Bogu. Z innych kar za wymienione wcześniej przewinienia stosowano przepalenie języka rozpalonym żelazem lub skrobanie ostrym nożem, piętnowanie, przywiązywanie do masztu lub nakładanie na szyję drewnianych kołnierzy. Oficerów często obowiązywała kara finansowa za każde przekleństwo.

Odmian chłosty również było bardzo wiele, podobnie jak narzędzi – z końskiej skóry, z jednym lub wieloma „ogonami”, zakończony normalnie lub ostrymi kawałkami metalu. Wykonanie kary odbywało się na pokładzie, przy udziale całej załogi. Miała to być kara dla winnego oraz nauka dla pozostałych. Kapitan wyznaczał osobę chłoszczącą a sam wydawał stosowne komendy. Umownie obowiązywało „prawo Mojżesza”. Stary Testament określał liczbę batów, które mógł przeżyć człowiek na 40. Zgodnie z prawem Mojżesza, wyznaczano 39 batów, uznając, że większa liczba jest niechrześcijańska.


Przeczytaj również o niesamowitej wyprawie na koniec świata. O determinacji aby przeżyć, o nieludzkim wysiłku i niesamowitym szczęściu. Ostatnia wielka wyprawa polarna






Jedną z najokrutniejszych kar było przeciągnięcie kogoś pod kilem. Polegało to na związaniu rąk i nóg skazanego i przeciągnięciu go za pomocą liny, od jednej burty do drugiej. Dość istotnym elementem tej kary, było to, że przeciągano go pod statkiem. Kara ta zazwyczaj była równorzędna z wyrokiem śmierci. Skazany dusił się pod wodą a jego ciało było poszarpane od ostrych muszli, gęsto pokrywających dno statku.

Świat marynarzy był zbudowany z prostych zasad – podniesienie ręki na oficera wiązało się z jej utratą, zabicie innego marynarza – na wrzuceniu go do wody, przywiązanego do swojej ofiary. Jeśli złapano kogoś na kradzieży, smołowano mu głowę i obsypywano pierzem. Następnie „zsyłano” go do łódki, przywiązanej do okrętu. W takiej izolatce więzień czekał na dopłynięcie do najbliższego portu. Tam wyrzucano go na brzeg z tabliczką lub wypalonym znakiem, oznaczającym, że jest złodziejem.

Śmierć

Śmierć towarzyszyła marynarzom w ich codziennym życiu na pokładzie. Niezależnie od przyczyny, należało oddać honor zmarłemu i zadbać o godny pochówek. Nie można było jednak przechować ciała do momentu dopłynięcia do ziemi, ciało rozkładało się, a przestrzeń dla żyjących była zbyt cenna. Również ryzyko dla żywych było zbyt duże. Ciało układano na starym płótnie żaglowym i zaszywano. Jednak na pokładach brakowało lekarzy, a śmierć nie zawsze jest identyczna. Aby mieć pewność, że nie wrzuca się do morza żywego człowieka, ostatni scięg przeprowadzano przez nos. Jeśli pojawiła się krew, znaczyło to, że dana osoba nie jest martwa.

Bibliografia „Morskie opowieści”  Morskie opowieści  Morskie opowieści  Morskie opowieści  Morskie opowieści

Zostaw po sobie ślad!